strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2015

Powroty...

I jak tu wrócić po tak długiej nieobecność?
Co napisać?
Jak się wytłumaczyć?
Czy wrócę na dobre?
Czy będę zaglądać czasem tylko?
Czy ktoś tu jeszcze mnie pamięta?
Zaryzykuję :) Spróbuję bywać w miarę regularnie :)
Na początek mam garść zdjęć z zeszłego roku.
Z tego co się wydarzyło, dobrego i złego.
Z wakacji, które były mi potrzebne.
Wakacje, które oderwały mnie od codzienności i pozwoliły odetchnąć i spojrzeć na wszystko z dystansu.
To był czas, który pozwolił mi przewartościować wiele spraw.
To były chwile, których nie miałam od wielu lat, czas na zastanowienie się co dalej, czego chcę, z kim chcę i jak chcę.
Był to rok w którym dobre chwile mijały się ze złymi.
Jak to w życiu. Dobrze, że tych dobrych było więcej.
To daje siłę, żeby przetrwać te złe.
Teraz wracam, do normalności, do działania, do rozwijania się i parcia do przodu.
Tęskniłam za Wami :)





 



















Pozdrawiam serdecznie
Monika

piątek, 17 stycznia 2014

Róbmy swoje.

Jak zachować dystans i równowagę?
Jak ogarnąć to co nam daje życie?
Skąd czerpać dobre i jak bronić się od złego?
Umieć odróżnić czy ktoś chce dla nas źle czy dobrze?
Nie ufać każdemu, bo nie każdy ma dobre intencje.
Niektórzy są "wampirami energetycznymi"...
Żywią się tym, gdy nam źle.
Zżera ich zazdrość, gdy robimy coś innego.
Życzą nam jak najgorzej...
To podbudowuje ich ego.
Czują się silniejsi, lepsi.
Ale to nie jest prawda.
To oni powinni zachować dystans.
To z nimi jest coś nie tak.
Dla nich wykorzystywanie innych to styl życia.
To hobby, które wypełnia im cały czas.
Każdego dnia.
A My?
Róbmy swoje.
Idźmy do przodu.
Z głową do góry.
Z uśmiechem na ustach.
Nie zwracajmy uwagi na ich spojrzenia, komentarze.
Róbmy swoje.
Nawet jak kogoś to w oczy kole.


Dobranoc.

piątek, 3 stycznia 2014

Jutro...a może jednak dziś?

Przychodzą i odchodzą. Są w naszym życiu zawsze, na każdym jego etapie. Znajomi, przyjaciele, obcy. Ludzie. Jedni na dłużej, inni tylko na chwilę. Z różnych powodów jedni idą z nami przez życie, z innymi mijamy się tylko na ulicy wymieniając uśmiech lub grzeczne "dzień dobry".
Są koleżanki i koledzy ze szkolnej ławki, kiedyś silna grupa, wspólne uczenie, imprezy, dorastanie. Nasze drogi rozeszły się. Spotkani po latach nie wydają się już tacy fajni jak kiedyś. Na innych poziomach życia żyjemy, nie mamy wspólnych tematów. Albo wręcz przeciwnie, kontakt mamy do dziś i nawet tysiące kilometrów nie są w stanie zepsuć tego "czegoś" co jest między nami.  
Znajomi z piaskownicy, gdy nasze dzieci były małe i wspólnie spędzaliśmy czas na spacerach i zabawach, wypadach nad rzekę, na ryby, na basen. 
Wspólne wakacje, wspólne świętowanie ważnych chwil w naszym życiu. 
Z różnych powodów, naszego życia i na różnych etapach zażyłości, drogi nasze się jednak rozchodzą.
Czasem te tysiące kilometrów oddala ludzi od siebie, bo obowiązki, bo koszty, bo czasu brak, wszyscy zabiegani. Ale wszystko jest dobrze, gdy wiesz, że u nich mimo wszystko ok. Bo nawet, gdy kontakty się rozluźnią, to jednak jakoś zawsze dojdzie do nas informacja co u nich, co u nas...
I codzienność nas oddala od siebie, odkładamy na przysłowiowe jutro telefon do nich, a później to jutro jest już za długie i zastanawiamy się co powiemy, czy druga strona chce jeszcze z nami pogadać.
A może chwycić za telefon? A może odezwać się i sprawdzić, czy jeszcze mamy o czym pogadać?
Bo przyjdzie dzień, że już będzie za późno....
Bo ktoś odejdzie zbyt wcześnie...
I nasze "jutro zadzwonię", nigdy nie zostanie zrealizowane...
W sylwestrowy poranek odszedł jeden z moich znajomych... kiedyś bliski...jeden z tych, do których telefon odkładałam na później...
Nowy Rok, nowe możliwości, nowe cele...nowe też, a co z tymi, które czekają na realizację od dawna?
Planować, czy działać spontanicznie?
Może jednak nie czekać na następny dzień, tylko zrobić to właśnie dziś?
Są sprawy, które trzeba zaplanować, a całą resztę trzeba brać garściami.
Nie przejmować się zbytnio drobiazgami, bo przez te drobiazgi, życie się nam czasami komplikuje.
I jak nie dziś to kiedy?
Pomysły trzeba realizować. Iść do przodu. Choć czasami złe zdarzenia nas zatrzymują w miejscu, kroku nie pozwolą zrobić.  Bo dlaczego? Dlaczego mi, dlaczego im?
Życie jest czasami niesprawiedliwe.
Ale to od nas zależy jak do tego podejdziemy, jak poradzimy sobie z danym problemem.
Od naszego wewnętrznego spokoju, który targany od czasu do czasu złymi zdarzeniami, jednak stawia nas do pionu.
Ale jak utrzymać ten spokój?
Jak wyrzucić z głowy złe myśli?
Łapmy chwile, bo one są ulotne... bardzo...
A rok za rokiem mija szybko..za szybko...



Na ten Nowy Rok życzę Wam i sobie też, żeby zdarzały się w życiu tylko dobre chwile.
Żebyśmy: nie czekali na jutro, realizowali swoje pomysły i siebie, czuli spełnienie w tym co robimy, znaleźli swoją ścieżkę i po niej szli do przodu.
Żeby złe nas omijało.
Żebyśmy mieli siłę do stawiania czoła przeciwnościom.

Monika

PS. W trakcie pisania tego postu, dostałam maila, od znajomego...kiedyś bliski, nie słyszeliśmy się od ponad roku...pewnie też czekał na jutro...dobrze, że to jego jutro właśnie stało się dziś...



poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wielkanoc.....


Cztery lata temu...całkiem przypadkiem...
Raczej na Święta nie jeździliśmy do Polski...ale tak się wszystko poukładało, że pojechaliśmy....i dobrze...
To był trudny czas...pełen napięć, przez niektórych wykrzyczanych za mocno słów...ale również pełen bliskości...miłości...
I te jajka faszerowane, obtoczone w bułce tartej i smażone na masełku...pierwszy raz w życiu...i ostatni, jak się okazało, przez Niego zrobione...i od tamtej pory u mnie to obowiązkowe danie na Święta...bo może tak właśnie chciał, może już wtedy czuł i chciał coś specjalnego zostawić, żeby to nam się kojarzyło, żeby przez te symboliczne jajka, był z nami w czasie Świąt Wielkanocnych...choćby we wspomnieniach...ukochany Dziadziuś moich dzieci....odszedł trzy miesiące później....

I te w zeszłym roku... na szybko, prawie niespodziewanie zorganizowane...i spotkanie u nas...tutaj....przyjechali wszyscy....moja siostra z mężem i dwoma synami i mama...
dzieci moje i mojej siostry spędziły ze sobą dużo czasu...później na wakacje jeszcze na miesiąc przyjechali...


I ozdoby mieszkania były inne...i radość z tych Świąt inna... przy małych dzieciach jakby jej więcej...tej radości...tej chęci do robienia...pisanek, ozdób ....tłuczenia jajek przy Świątecznym stole...

 
Jak wyjeżdżaliśmy do Anglii, to młodszy syn mojej siostry miał 5 miesięcy... trzy dni temu 8 lat skończył ...
I tak rozsypani po Świecie...my tu, oni tam, mama jeszcze gdzie indziej...
I w tamten poniedziałek Wielkanocny, rano...wiadomość z Polski....trzynastoletni kot...z mamą mieszkał...nie poczekał, aż wróci...usnął sobie na zawsze....


I wiadomość na dwa dni przed tymi Świętami... rano...drugi Dziadek moich dzieci odszedł...chorował... już długo...
I jak tu cieszyć się Świętami, jak przygotowania robić...

A w tym roku to również w niedzielę wypadły urodziny mojej mamy.... a ja w jednej chwili życzenia jej składałam, żeby za chwilę złe wiadomości sobie przekazywać....


W tą Wielkanocną niedzielę, odeszła przyjaciółka mojej mamy.... 
Odkąd pamiętam...to właśnie w okolicy tych Wielkanocnych Świąt...złe wiadomości najczęściej przychodzą...i źle mi  się kojarzą ...złe wspomnienia mam...
dwadzieścia trzy lata temu ślub brałam w wielkanocną niedzielę...nie przetrwał...
dwa dni przed ślubem najgorszą wiadomość dostałam...
nie lubię...to powinien być radosny czas...a ja niestety nie lubię...
...nie lubię, bo jakieś takie złe myśli mam nawet przed...jakbym wyczekiwała złych wiadomości...a może je przyciągam...mam nadzieję, że nie...że to się po prostu tak dzieje....

Niestety...tak to poukładane...życie toczy się dalej...
Kolejne Święta...narodziny...urodziny... odejścia....tak to już jest zorganizowane...
I w tym wszystkim obowiązki dnia codziennego...świętowania...umartwiania się...uśmiechy...radości ...smutki....lepsze i gorsze dni...spotkania i rozstania....życie...toczy się...
I pomimo tego, że zatrzymać się trzeba, zamyślić, wspomnieć...trzeba zorganizować...bo przecież to Święta...powinno być radośnie.. usiądziemy razem...powspominamy...

W tym zamieszaniu, codziennym rozgardiaszu, w dniach lepszych i gorszych...w przyjściach na Świat i w jego odejściach...w radości dnia codziennego i w smutkach owego dnia też...
Pamiętajmy, że tu i teraz jest najważniejsze...
że "dziś" może się do nas uśmiechać, a "jutro" może płakać...i odwrotnie....
bądźmy z bliskimi nam osobami...jak najbliżej, jak najczęściej, jak najmocniej.....

Mam nadzieję, że to był dobry i spokojny czas dla Was...spędzony z bliskimi....
przepraszam, że tak smutno tu u mnie dziś....ale tak się czuję i nie chcę oszukiwać, że jest inaczej....


I w tym oczekiwaniu na wiosnę, w tym zmęczeniu zimą i zimnym powiewem na zewnątrz, wypatrujmy tych pąków zielonych...bo to już za chwilę, za momencik....rozkwitnie wszystko...zazieleni się...słońce będzie świeciło częściej...i będzie ciepło...i uśmiechy na twarzach będą częściej gościć.... 


Życzę Wam udanego tygodnia,
samych dobrych wiadomości, 
jak najwięcej słońca i uśmiechu,
dziękuję za miłe słowa pod ostatnim postem...
Monika






czwartek, 14 marca 2013

A może....



Przychodzą czasem takie dni....
Nie lubię ich...
Przychodzą jak chmury na niebie w słoneczny dzień...i zmieniają świat dookoła...
I niby wszystko takie samo, a widzi się inaczej....


A może to przesilenie wiosenne....zimowe.... jesienne....
A może źle spałam i to dlatego....
A może za długo spałam....a może za krótko...
A może zbyt optymistycznie patrzyłam...i muszę dostać po nosie...
A może zbyt pesymistycznie i nie mam siły tego dźwigać...
A może zbyt w siebie uwierzyłam...
A może powinnam w siebie uwierzyć mocniej...
A może tęsknię za przyjaciółmi, którzy daleko...
A może znudziło mi się miejsce, w którym jestem...
A może mam za mało zajęć...
A może za dużo....
A może powinnam siedzieć cicho i  nie narzekać...
A może właśnie powinnam zacząć krzyczeć głośno...
A może wsiąść do samochodu, włączyć muzykę głośno i jechać przed siebie....
A może to dlatego, że mi ciasto wczoraj nie wyszło, a myślałam, że już każde będzie genialne...
A może dlatego, że słońca dziś nie ma...
A może dlatego, że pada deszcz...
A może ktoś coś złego  mi powiedział...
A może się za długo nie odzywa...

Trzeba przeczekać...wiem to, i wiem, że może już jutro, albo za dwa dni...i znów będę miała chęć na wszystko i znów będę dumna z siebie i do przodu będę gnać...i czy słońce zaświeci, czy też nie...czy się wyśpię, czy budzić się będę co chwila...otworzę oczy rano i będzie dobrze...
I herbata będzie inaczej smakowała...i uśmiechać się będę do myśli swoich i do ludzi na ulicy...i czy ciasto wyjdzie czy nie to i tak je zjemy, albo upiekę następne...
I czy będzie padać czy też nie, pójdę z psem na długi spacer...i nie będzie mi przeszkadzało, że błota naniesie do domu i podłogę zmyć trzeba kolejny raz...
Bo takie dni też muszą być....żeby sobie zdać sprawę z tych drobnych przyjemności w tej dobrej chwili...
i czas na zadumę mieć i się denerwować bez powodu...
Żeby innym razem nie przejmować się zbyt...
I żeby docenić to co dobre się wydarzy następnym razem...
Ale niech tych dni za dużo nie będzie...bo jednak wolę te uśmiechnięte...te z radością z byle powodu...
Z chęcią do zrobienia wszystkiego i niczego....

A ta piosenka mi w uszach dziś grała cały dzień...lubię ją, gdy w samochodzie głośno gra...



Pozdrawiam...
i dobrych dni życzę
Monika


niedziela, 3 marca 2013

"Żyj i pozwól żyć innym"....

Są takie filmy, które obejrzane raz, zostają zaliczone jako obejrzane i zapomniane, czasem nawet żal zmarnowanych godzin z takim "dziełem".
Są takie, które obejrzane wbijają w fotel, zapadają w pamięć...nie dają o sobie zapomnieć... zmuszają do myślenia i zastanowienia się nad sobą, życiem, ludźmi...


Obejrzałam ostatnio film "Służące". To adaptacja powieści Kathryn Stockett ( kolejna książka do przeczytania :) )
 Akcja rozgrywa się w Ameryce w latach 60 - tych. Opowiada o czasach w których "biali"  zatrudniali "czarnych" do pomocy w domu. Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że czarnoskóre służące prawie cały czas spędzały z dziećmi swoich pracodawców.  Dzieci te miały z nimi lepszy kontakt emocjonalny niż z własnymi matkami. To one karmiły. tuliły, wychowywały, sprzątały, przygotowywały posiłki...ale np. nie mogły korzystać z tej samej toalety.
Dzieci, które gdy podrosły, uczone były tego samego co ich mamy...służąca, to służąca... nie wolno się z nią wiązać emocjonalnie, trzeba traktować je jak wszystkie inne...



Paniusie z tzw. wyższych sfer, zakłamane same wobec siebie i wobec swoich przyjaciół. Myślące tylko o sobie, swoich potrzebach, wyglądzie i ocenie w oczach innych...
I tak wzruszająco pokazany obraz kobiet, które nie miały prawa zbyt wiele powiedzieć, nie miły prawie prawa do swojego życia...ale były wrażliwe, cierpiące, odważne i mające ogromną siłę, siłę, żeby to wszystko znosić...



Pewnego dnia jedna z takich panienek, wydawałoby się z podobnego domu do wszystkich w tej okolicy, wraca po zakończeniu studiów dziennikarskich. Trafia do lokalnej  gazety i zamierza najpierw na podstawie własnych obserwacji, a następnie przeprowadzając wywiady z coraz większą liczbą owych służących, napisać serię artykułów o przeszkadzającej jej samej, segregacji rasowej, jaka panuje dookoła.
Powoli kobiety zaprzyjaźniają się i namawiają kolejne do zwierzeń...Powstaje z tego książka...
To film, który pokazuje ludzkie zakłamanie z jednej strony i to, że na szczęście,  zawsze i wszędzie znajdzie się ktoś "inny", tu w osobie dziennikarki, która chce zmienić życie tych kobiet, które zastraszone, boja się walczyć o swoje...to jest opowieść o  kobietach, które miały odwagę sprzeciwić się i walczyć o swoją godność.
Szczerze polecam ten film, na zmianę śmiałam się i płakałam...

*******************

To były lata 60 - te ...
Wydawać by się mogło, że dziś powinno być lepiej na świecie...
Więcej tolerancji...więcej wiedzy ogólnej...większe możliwości...zwiedzania świata...poznawania ludzi...dostępu do różnych mediów...
Niestety wciąż jest w ludziach zło...brak szacunku do innych ...
Wczoraj na jednym z portali rozgorzała gorąca dyskusja, spowodowana rasistowskimi komentarzami pod zdjęciami...zdjęciami dzieci... 
I wydawać by się mogło, że jednak ludzie, którzy mają dostęp do internetu, mają dostęp do wiedzy...
Czemu w ludziach tyle złości...nienawiści...braku akceptacji innych....?
Czemu ludzie zamiast zająć się swoimi sprawami, swoim światem, wciąż zerkają na innych, komentują, wyszydzają...ciekawe czy Ci sami ludzie w rzeczywistości są idealni? 
Czemu wiecznie wszystkich krytykują? Za kolor skóry...za styl życia...za kolor w jaki inni się ubierają...jak wychowują swoje dzieci...jak mieszkają...gdzie i jak urządzają swoje mieszkanie...
Czemu w ludziach tyle goryczy?
Jesteśmy na tym Świecie przez chwilę...czemu nie może być miło i przyjemnie?
Ja rozumiem, jeśli ktoś komuś robi krzywdę...tak trzeba stanąć w obronie...
Ale jeśli ktoś żyje swoim życiem, jest szczęśliwy, nie robi krzywdy nikomu dookoła....czemu innym to przeszkadza?!
Przykre to jest...bardzo...
Zastanówmy się dwa, a może nawet trzy razy zanim naciśniemy enter z napisanym komentarzem...zanim kogoś skrytykujemy.....zanim powiemy lub napiszemy coś, co kogoś zaboli....




Miłego i spokojnego tygodnia Wam życzę
i spotykania na swej drodze dobrych ludzi
Monika