wtorek, 17 lutego 2015

Powroty...

I jak tu wrócić po tak długiej nieobecność?
Co napisać?
Jak się wytłumaczyć?
Czy wrócę na dobre?
Czy będę zaglądać czasem tylko?
Czy ktoś tu jeszcze mnie pamięta?
Zaryzykuję :) Spróbuję bywać w miarę regularnie :)
Na początek mam garść zdjęć z zeszłego roku.
Z tego co się wydarzyło, dobrego i złego.
Z wakacji, które były mi potrzebne.
Wakacje, które oderwały mnie od codzienności i pozwoliły odetchnąć i spojrzeć na wszystko z dystansu.
To był czas, który pozwolił mi przewartościować wiele spraw.
To były chwile, których nie miałam od wielu lat, czas na zastanowienie się co dalej, czego chcę, z kim chcę i jak chcę.
Był to rok w którym dobre chwile mijały się ze złymi.
Jak to w życiu. Dobrze, że tych dobrych było więcej.
To daje siłę, żeby przetrwać te złe.
Teraz wracam, do normalności, do działania, do rozwijania się i parcia do przodu.
Tęskniłam za Wami :)





 



















Pozdrawiam serdecznie
Monika

czwartek, 23 stycznia 2014

Muffinki bananowe i ...handmade by me :)

Dostałam książkę, pod choinkę. Mikołaj wiedział jaką mi niespodziankę zrobić :)
Teraz próbuję, testuję, kombinuję, bo zawsze, do każdego przepisu coś dodaję, coś zmieniam. 
"Nigella ekpress" to książka z przepisami, z pomysłami, z podpowiedziami jak zrobić coś z niczego i do tego szybko. Jak wykorzystać każdy produkt w naszej kuchni inaczej, smaczniej, ciekawiej.


Tak właśnie znalazłam przepis na muffiny bananowe. Często nie wiemy co zrobić z bananami, które poleżały zbyt długo, widok skórki nie zachęca do jedzenia, za to w środku to jeszcze całkiem smaczny owoc. 
Wypróbowałam, zrobiłam, oczywiście trochę zmieniłam, moja córka, która nie przepada za bananami w ogóle, uwielbia je. Zjada jeszcze ciepłe :)

MUFFINY BANANOWE:
  • 3 bardzo dojrzałe banany
  • 125 ml oleju
  • 2 jajka
  • 250 g mąki
  • 100 g cukru
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 150 g groszków toffi lub czekoladowych, ja dałam orzechy drobno posiekane
  • dżem truskawkowy
Jajka zmiksowałam z olejem, dodałam ugniecione widelcem banany, cukier, zmiksowałam, dodałam mąkę, sodę i proszek do pieczenia, na koniec orzechy.
Nałożyłam do foremek, w środku włożyłam po łyżeczce dżemu :)  i piekłam w 200 stopniach przez 30 minut.
Jak trochę przestygły polałam rozpuszczoną gorzką czekoladą z odrobiną masła.
I posypałam wiórkami kokosowymi :)



Smacznego :)

************************

Kupiłam sobie maszynę do szycia...jakiś czas temu...
W miarę systematycznie próbuję się z nią zaprzyjaźniać :)
Ponieważ sama się uczę, trochę z internetu, trochę podpytuję koleżankę, często tracę cierpliwość i chowam ją do szafy. Czasem na dzień, dwa, czasem na kilka tygodni. 
Ale się nie poddaję, próbuję, pruję i zszywam, ćwiczę...



Trochę materiałów mi się uzbierało, póki co jesteśmy z maszyną  na przyjacielskiej stopie, pewnie powstanie coś nowego w najbliższym czasie :)



Pozdrawiam 
miłego weekendu życzę :)
Monika


niedziela, 19 stycznia 2014

Koraliki cd.

„W kwestii zasadniczej – nie wiem, ile razy człowiek, czyli kobieta, może zaczynać życie od nowa. Jeśli o mnie chodzi, robię to teraz poniekąd nałogowo. Bez przerwy. Nie wiem, dlaczego akurat na mnie popadło. I nigdy się nie dowiem. Widać robię coś źle...."
Katarzyna Grochola - "Nigdy w życiu"



Książkę czytałam bardzo dawno temu, chętnie bym do niej wróciła, bo w sumie już nie pamiętam. Nie wiem czy film nakręcony na jej podstawie, jest dokładnym odzwierciedleniem. Oglądałam go wiele razy, niektóre dialogi znam na pamięć. To taki film, po obejrzeniu którego wiesz, że można wszystko. 
Pierwszy raz oglądałam go jakoś zaraz po premierze. Następny raz był "znakiem", że dam radę. Po podjęciu decyzji o przeprowadzce do Anglii, zapakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i autokarem przemierzaliśmy te ponad dwa tysiące kilometrów. I właśnie ten film puszczali w "autokarowym kinie", żeby nam umilić prawie 24 godziny jazdy :) Mam go w mojej domowej filmotece i czasem jak znów zaczyna się wszystko komplikować wracam do niego jak bumerang,
I zaczynam, kolejny raz i znów, i jeszcze raz.
Może to nie jest moje miejsce? Może powinnam pomyśleć o przeprowadzce? A może po prostu zająć się czymś innym?  Tak, zająć się czymś innym to najlepsze rozwiązanie!
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Znamy to. Nie można liczyć na to, że tam będzie super, że tam jest łatwiej, że tam wszystko się ułoży. Trzeba próbować, upadać i wstawać, przeskakiwać kłody, które życie rzuca nam pod nogi. Trzeba szukać tego co nam daje satysfakcję. Czasem nie jest to proste, ale myślę, że może teraz jest właśnie ten moment, że wszystko się odmieni, że małymi kroczkami, ale spełni się moje marzenie. Nie poddawać się, nigdy w życiu! :)
Dorastałam w środowisku, które jakoś niekoniecznie zajmowało się rozwijaniem swoich artystycznych umiejętności. Wręcz przeciwnie, prezent wykonany własnoręcznie był mniej wartościowy od tego kupionego w sklepie. Ktoś kto zajmował się jakąś twórczą dziedziną był "inny". A przecież to były czasy, kiedy w zasadzie nic nie było, nie było też internetu i setek kanałów w tv. Czytało się książki, spotykało ze znajomymi. Wcześnie dość urodziłam dzieci i one wypełniły mi całą życiową przestrzeń. Nie, nie narzekam.  Nadal, bo mam ich blisko :) Ale jakoś nikt w moim otoczeniu nie robił nic własnoręcznie. Ja lubiłam czasami po kryjomu dłubać coś na drutach. Do dziś mam zachowany pierwszy sweterek mojego synka, wykonany przeze mnie. Później zdarzyło się kilka szalików :) Tutejsze szkoły rozwijają w dzieciach zmysł artystyczny od najmłodszych lat. Namawia się dzieci, żeby rysowały, malowały, tworzyły. Moje dzieci spełniają się właśnie artystycznie. Syn tworzy gry komputerowe i pięknie rysuje, córka rysuje, fotografuje.
A ja czerpiąc trochę z ich fascynacji i obserwując, jak spełniają się w swoich dziełach, zaczęłam odważniej tworzyć coś swojego. Zaprzyjaźniam się z maszyną do szycia, ale dość ciężko mi to idzie, chyba jakiś kursik by się przydał :) albo jakieś szybkie szkolenie:) Póki co powstało kilka poszewek na poduszki, maskotka, spódnica i drobiazgi do dekoracji domu. Ale wciąż się uczę. 
Moim ulubionym zajęciem ostatnio jest tworzenie biżuterii. Pisałam Wam kiedyś o moim "zamiłowaniu" do bransoletek. Uwielbiam je nosić i mieć. To w zasadzie moja jedyna biżuteria. Każdy ma jakiegoś bzika :) Jedne z Was zbierają buty, inne kolczyki, ja mam słabość do bransoletek. Jakiś czas temu zaczęłam nieśmiało wiązać sznureczki, później wpadłam w wir pracy i innych spraw. Postanowiłam wrócić do tego i zaczęłam znów, nieśmiało i od najprostszych. Wyszukuję koralików, zawieszek, myślę jak dobrać, kolory, wielkości. Niby rynek zalany tym dookoła, ale w sumie to wszystkiego wszędzie dużo. Pomysłowość nie zna granic. Wszystko zależy od tego jaki kto ma gust, smak i pomysł na dobranie szczegółów. 
Ja mam nadzieję rozwijać się dalej, uczyć nowego i robić więcej i więcej. Nie tylko bransoletek.
A jak Wam się podoba "biżuteria" do książek? 
Wiem, że jest mnóstwo ludzi uzdolnionych, że ja mam przed sobą daleką drogę do bycia "dobrą" w tym co robię, ale codziennie się uczę, szukam i trenuję. I będę się z Wami dzielić moimi postępami jak tylko będziecie miały ochotę tu zaglądać i wspierać mnie dobrym słowem :)
Chętnych i posiadających profil na  fb zapraszam na stronę. Będę też co jakiś czas wrzucać tutaj moje prace.
Trzymajcie kciuki, żeby mi zapału starczyło na jak najdłużej :)






Życzę spokojnej nocy
i fajnej niedzieli :)
Monika

piątek, 17 stycznia 2014

Róbmy swoje.

Jak zachować dystans i równowagę?
Jak ogarnąć to co nam daje życie?
Skąd czerpać dobre i jak bronić się od złego?
Umieć odróżnić czy ktoś chce dla nas źle czy dobrze?
Nie ufać każdemu, bo nie każdy ma dobre intencje.
Niektórzy są "wampirami energetycznymi"...
Żywią się tym, gdy nam źle.
Zżera ich zazdrość, gdy robimy coś innego.
Życzą nam jak najgorzej...
To podbudowuje ich ego.
Czują się silniejsi, lepsi.
Ale to nie jest prawda.
To oni powinni zachować dystans.
To z nimi jest coś nie tak.
Dla nich wykorzystywanie innych to styl życia.
To hobby, które wypełnia im cały czas.
Każdego dnia.
A My?
Róbmy swoje.
Idźmy do przodu.
Z głową do góry.
Z uśmiechem na ustach.
Nie zwracajmy uwagi na ich spojrzenia, komentarze.
Róbmy swoje.
Nawet jak kogoś to w oczy kole.


Dobranoc.

sobota, 4 stycznia 2014

Czas...

"Ciekawy przypadek Benjamina Buttona"
 


Piękny film dający wiele do myślenia. Prawie trzy godziny przejmującej opowieści o przemijającym czasie.
Główny bohater rodzi się jako starzec i jego zegar życia toczy się w innym kierunku. Młodnieje.
To film określany jako dramat z elementami fantasy.
Piękna muzyka, charakteryzacja i teksty. Cytaty z filmu, które na długo zostają w pamięci.
Film naprawdę warty obejrzenia. Ja oglądałam go dziś kolejny raz.
Nie będę tu opisywała fabuły, bo moim zdaniem każdy powinien obejrzeć, ponieważ każdy inaczej może odebrać sens i przesłanie tego filmu.

"Najciekawsze jest to że nigdy nie jest za późno, by być kimkolwiek się zechce. Czas nie ma znaczenia, można zacząć w dowolnym momencie. Możesz się zmienić lub nie, nic tego nie przesądza. Twój czas możesz użytkować albo tracić."

"Nie daj sobie niczego wmówić rób to co chcesz robić"

"Lecz tym jest życie: serią krzyżujących się zdarzeń, będącą poza jakąkolwiek kontrolą."

"Możesz jak pies wściekać się, że coś poszło źle. Zaklinać albo przeklinać los. Ale gdy koniec nadchodzi, po prostu odpuść.  "

"Nasze życie jest uzależnione od okazji. Nawet tych, których nie wykorzystujemy."

"Mam nadzieję, że uczynisz z siebie coś najlepszego. Mam nadzieję, że zobaczysz rzeczy, które cię zaskoczą. Mam nadzieję, że poczujesz coś, czego nigdy nie poczułaś. Mam nadzieję, że spotkasz ludzi, którzy mają odmienne zdanie. Mam nadzieję, że będziesz dumna ze swojego życia. A jeśli nie będziesz dumna, to mam nadzieję, że będziesz miała siłę, by zacząć od nowa.  "

"Jest w tym coś uspokajającego, nawet dodającego otuchy, gdy wie się, że nasi ukochani śpią w swoich łóżkach, gdzie nic nie może ich skrzywdzić."

Jeśli jeszcze nie oglądaliście tego filmu, szczerze polecam. 

Spokojnej nocy
Monika