Ale się znajdzie...tak myśli...tylko musi to wszystko ogarnąć...posprzątać w szufladach...zetrzeć kurze z mebli...podlać kwiaty...znaleźć swoje ja między tym wszystkim....
zagubiło się gdzieś w tym przedwiosennym zamieszaniu...
zanim wyjechała z domu, który miał być azylem, biła się z myślami....zastanawiała, czy da radę...czy to ogarnie...nie znała języka, nie znała zwyczajów, wyrwana w sumie całkiem nagle z życia, które miało być cudne, mąż, dzieci, świetna praca.....zamknęła rozdział swego życia, spakowała dzieci, najpotrzebniejsze rzeczy i pojechała...w zasadzie nie wiedząc gdzie...
początki były trudne, raczej zawsze są...później wszystko w sumie się jakoś poukładało...do czasu, aż się posypało....i nagle pewnego dnia jak klocki domina zaczęło się wszystko sypać...i podnosi te klocki i ustawia, a one znów się przewracają...
czy to już tak musi być, że wiosną jakieś przesilenie przychodzi i się człowiek miota?
czy jeśli wciąż wieje wiatr w twarz, to przyjdzie dzień, że przestanie?
a może to jakiś kryzys...daleko od rodziny, znajomych....i ludzie poznani w nowym miejscu, nie do końca okazują się w porządku.... wieczna zazdrościć, porównywanie się, wypominanie....
czemu ludzie zazdroszczą innym....nawet wtedy, gdy wcale nie jest tak różowo, jak mogłoby być?
czemu, zamiast podać swoją dłoń, kopią i ma się wrażenie, że w twarz?
Cieszyła się każdym dniem, nawet tym, kiedy było źle, nawet wtedy, kiedy wydawało się, że już i tak nic się nie wydarzy...i się stało....niestety jak na jej skromne barki za dużo...i nie ogarnia tego...i nie daje rady.....ale myśli ma wciąż pozytywne, mimo wszystko wie, że "po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce"...
i czeka na tą ferie barw...i zawirowanie....
i wie, że znów będzie dobrze, że zaświeci słońce...że spotka pozytywnych ludzi, że uśmiechną się, powiedzą dobre słowo....i czasem jej to wystarcza....daje siłę do kolejnego kroku do przodu...
i znów jest gotowa do zmian....oby na lepsze, ciekawsze, pozytywniejsze..znów się spakuje i pójdzie dalej...tak trzeba...tak bedzie dobrze...
jak w filmie "Czekolada"...zawiał wiatr, nie wie czy północny, ale zawiał i jest to pora do zmian...do czasu, aż przyjdzie dzień, że zostanie na dłużej...może nawet na zawsze....
zje kawałek czekolady, bo czekolada, to hormon szczęścia...wpływa na wzrost poziomu serotoniny i endorfiny w mózgu...i poczeka na to słońce...w końcu kiedyś zaświeci i się zazieleni i zakwitną kwiaty....
Pozdrawiam
Monika





