sobota, 30 marca 2013

Spokojnej Wielkanocy....

Zdrowia, szczęścia i spokoju...



znikam na Święta....
może na chwilkę dłużej...
niestety trudne chwile....
wrócę jak tylko to wszystko ogarnę...
ściskam Was ciepło....
spokoju i radosnej świątecznej atmosfery Wam wszystkim życzę....
Świąt spędzonych w rodzinnym gronie...
jak najbliżej i jak najmocniej się da....

Monika

czwartek, 28 marca 2013

Koraliki...

Która kobieta nie lubi biżuterii?
Raczej każda z nas lubi się jakoś "przystroić", jedne bardziej, inne mniej....
Ja sama noszę w uszach 4 kolczyki, po dwa w każdym uchu, ale za to delikatne:) i nie lubię ich zmieniać, tak już mam, że jak się przyzwyczaję to noszę przez długi czas...nie zdejmuję..no czasem tak, aby wyczyścić, albo na jakieś ekstra wyjście...ale znam kobiety, które maja tego setki, codziennie inne...mniej lub bardziej ozdobne...no i dobrze...jak ktoś lubi to czemu nie?
Uwielbiam natomiast bransoletki...przeróżne...sznurkowe, skórzane, srebrne....koraliki, tasiemki...no to mnie kręci...mocno :)  lubię pierścionki i kółeczka na palcach nosić...ale nie zimą, bo już przy zdejmowaniu rękawiczek zgubiłam parę....i bardzo mi ich szkoda...
Problem mam z naszyjnikami...jeden delikatny łańcuszek noszę, bo inne mnie "duszą"...ale podobno, jak dziecię się rodzi z pępowiną owiniętą wokół szyi to tak ma...nie mogę szalików nawet, golfów...ciężko z tym ale może trzeba nad tym popracować :)

Z potrzeby chwili i z chęci wypróbowania swoich możliwości, sięgnęłam po sznurki, koraliki, zawieszki....
Z ekranu komputera wylewają się niezliczone ilości  wszystkiego...biżuterii też...ale taka własnoręcznie wykonana, nawet jeśli na podstawie pomysłu i inspiracji z internetu ...to zupełnie inna sprawa... zwłaszcza, że nie mam specjalnego sprzętu do tego, dłubię sobie czasem w wolnej chwili, składam w całość coś co przyjdzie mi do głowy...może i to jedno z wielu...ale moje...moje kolory, mój wybór zawieszek, moje serce włożone w to małe dzieło....


Kiedyś pokazałam sznureczki...
Dziś kolej na koraliki...














I tak sobie składam w wolnych chwilach...i bardzo się cieszę, jak czasem córka moja zabiera coś, bo się spodobało koleżankom :)
Ten blogowy świat otworzył przede mną drzwi do wielu nieznanych mi zakamarków...poznałam wiele wspaniałych ludzi, nauczyłam się czerpać z inspiracji innych, nie boje się sięgnąć po coś i zrobić to po swojemu, niby podobne, ale inne, moje....i się tak inspiruję, i odkrywam w sobie to o co nigdy bym siebie nie podejrzewała...a jak jeszcze mile słowo usłyszę to skrzydła rosną i chce się dalej działać...mam nadzieję, że to dopiero początek...że zerkając trochę tu, a trochę tam odkryję swoją moc...

Dziękuję, że do mnie zaglądacie, że zostawiacie miłe słowo...
To mi daje siłę do tworzenia i do dzielenia się tym z innymi..z Wami...

Miłego przygotowywania do świąt...
przygotowywania pysznych potraw 
i oczekiwania na spotkania z najbliższymi...

Monika




środa, 27 marca 2013

Weekendowa cukiernia Marzec 2013

Ciasto migdałowo - czekoladowe.

W tym miesiącu gospodynią Weekendowej Cukierni jest  Joasia.  
Ponieważ lubię migdały w każdej postaci postanowiłam dołączyć i w tym miesiącu :) Ciasto jest mocno czekoladowe i mocno migdałowe, wilgotne i przepysznie pachnące :) Jeśli lubicie migdały to polecam szczerze. Joasia sugeruje, że może być podane z owocami sezonowymi, ja ze swojej strony dodałam 4 łyżki likieru wiśniowego do środka i na wierzchu ułożyłam wiśnie z likieru, posypałam migdałami i po upieczeniu oprószyłam cukrem pudrem...



Składniki:
  • 225 g czekolady deserowej
  • 150 g brązowego cukru (lub mniej w zależności od upodobań)- ja dałam 120 g
  • 175 g masła
  • 25 g zmielonych migdałów
  • 3 łyżki pszennej mąki
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4-5 jajek (ja dałam 4)
  • 100 g posiekanych migdałów (najlepiej obranych ze skórki) - ja użyłam migdałów w płatkach
  • cukier puder
  • szczypta soli 
  • wiśnie z likieru
  • 4 łyżki likieru wiśniowego
  • płatki migdałów do dekoracji 

Masło roztopiłam w garnuszku, dodałam cukier i połamana czekoladę. Mieszałam, uważając żeby nie przypalić i nie doprowadzić do wrzenia, aż się wszystko połączyło. Mąkę połączyłam z proszkiem do pieczenia i mielonymi migdałami. Zmieszałam to z masą czekoladową i likierem. Wbijałam po jednym żółtku, mieszając, osobno ubiłam pianę z białek z odrobina soli. Połączyłam razem i dodałam płatki migdałów, zostawiając trochę do posypania na wierzchu. Wcisnęłam kilka wiśni i posypałam migdałami. Piekłam 45 minut w  180 stopniach. Zapach tego ciasta jest obłędny....



Po lekkim ostudzeniu posypałam delikatnie cukrem pudrem.



A teraz już ścisła dieta, aż do Świąt :) 
Zabieram się za sprzątanie i dekorowanie ... 




Pozdrawiam cieplutko
Monika

poniedziałek, 25 marca 2013

Wyróżnienie :)

Wyróżnienia są miłe...
To drugie wyróżnienie mojego bloga w tak krótkim czasie :)
Nie znamy się, ale mam wrażenie jakbyśmy znały się od lat...
Miła Kasia z Krainy Deszczowców obdarowała mnie kolejnym wyróżnieniem...


Takie wyróżnienia są bardzo  miłe i fajne, ponieważ dzięki nim możemy poznać inne blogi, zajrzeć do innych krain i poznać mnóstwo ciekawych i inspirujących ludzi :)

Oto zasady tego wyróżnienia:
1. dziękujemy nominującej na jej blogu,
2. pokazujemy nagrodę VB u siebie,
3. ujawniamy 7 faktów dotyczących samej siebie,
4. nominujemy 10 lub 15 blogów,
5. informujemy o tym fakcie autorki nominowanych blogów.

Ostatnio zdradziłam Wam, aż 11 faktów dotyczących mojej osoby,  postanowiłam tym razem niektóre z nich Wam pokazać na zdjęciach :)

1. Dzień zaczynam od filiżanki czarnej, "fusiastej" kawy...najlepiej świeżo mielonej, od dziecka kocham jej zapach....


2. Uwielbiam prowadzić samochód...


3. Kocham słońce...wschody i zachody też...to jest np. nad chmurami...z samolotu zdjęcie robione :)


4. Uwielbiam herbaty...zielone, czerwone, owocowe...i mam specjalny dzbanuszek-filiżankę do zaparzania...


5. Gorzka czekolada z chilli...w każdej wersji...do picia i do łamania też :)


6. Nie lubię nosić szpilek, tzn. czasem zakładam, ale zdecydowanie lepiej się czuje np.w trampkach :) 
Może dlatego, że wszędzie pędzę, wygodniej się prowadzi samochód ... :)

&

7. Lubie słuchać głośno muzyki w samochodzie, np. takiej :)




Mam tylko problem z nominowaniem następnych blogów...bo nie wszystkie z Was mają czas i ochotę do zabawy :(  
Wszystkie blogi do których zaglądam są ciekawe, a mnóstwo jeszcze jest nieodkrytych przeze mnie...
W związku z tym proponuję i zapraszam do zabawy, może w takiej formie jak ja, a może bez zmiany, każdego kto do mnie zajrzy i ma ochotę się przyłączyć :)  Przyjmijcie je ode mnie :)

A chętnie zajrzałabym do : 



Sowa 


Miłego tygodnia, pełnego przedświątecznych przygotowań i oczekiwania na cudowną, cieplutką, słoneczną, pachnącą, rozkwitającą.....wiosnę :) 

Życzę Wam wszystkim
i każdemu z osobna.
Pozdrawiam
Monika

wtorek, 19 marca 2013

Drożdżowe cuda.

Pamiętam te drożdżówki z kruszonką, serem, budyniem, albo dżemem...zjadane na szybko, na przerwie w szkole...kupione w sklepiku, po drugiej stronie ulicy...z tym mi się zawsze kojarzą...
Albo chałka, świeżutka...pachnąca...z dżemem i szklanka ciepłego mleka...
Moje dzieciaki lubią chałkę, namoczoną w jajku zmieszanym z mlekiem i podsmażoną na masełku na złoty kolor i posypaną delikatnie cukrem....
U nas w domu nie robiło się ciasta drożdżowego zbyt często...
Rogaliki drożdżowe z marmoladą z róży mama robiła...


Ja ciasto drożdżowe bardzo lubię, w każdej formie. Może to być placek drożdżowy z kruszonką, może być zawijaniec z serem, z dżemem, z makiem....mogą być bułeczki...
Na bazie ciasta na bułeczki z serem, które robię często, bo są łatwe w przygotowaniu, a takie pyszne że znikają szybciej niż się produkują, zrobiłam dziś wieniec cynamonowy i trochę bułek z budyniem...
Zapach jaki się roznosi po domu w czasie pieczenia jest niezastąpiony....
No po prostu uwielbiam...
Przepis na bułeczki pewnie znacie :) jak nie, zapraszam tu .
Ale dla przypomnienia podaję też tu:)

Składniki:
Ciasto:

  • 500 g mąki
  • 250 ml mleka
  • 100 g masła
  • 2 jajko
  • 6 łyżek cukru
  • 14 g drożdży suchych (dwie saszetki)
dodatkowo do wieńca: odrobina masła, cukier puder 3 łyżki i 2 łyżki cynamonu i 1 jajko rozbełtane.

Drożdże wymieszałam z cukrem i połową lekko ciepłego mleka. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 
Mąkę przesiałam przez sito, dodałam roztopione masło połączone z drugą polową mleka, dodałam jajka i wyrośnięty zaczyn. Całość zagniotłam razem przez chwilkę, odłożyłam do miski wysmarowanej odrobiną oliwy. Przykryłam ściereczką i poczekałam aż wyrośnie.


W ciepłym miejscu trwało to ok godziny. Zagniotłam delikatnie ciasto, podzieliłam na dwie części.


Jedną rozwałkowałam, posmarowałam odrobiną roztopionego masła, posypałam cukrem zmieszanym z cynamonem. Zawinęłam w rulon, przecięłam wzdłuż, zostawiłam ok. 2 cm na jednym końcu. Zaplotłam na zmianę pilnując, żeby rozcięta część była na wierzchu. Włożyłam do tortownicy, a do środka włożyłam pojemniczek, żeby zachować kształt wianuszka:)


Odstawiłam w ciepłe miejsce, na chwilę do wyrośnięcia. Posmarowałam rozbełtanym jajkiem. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika ok. 180 stopni i piekłam ok. 30 min, do zrumienienia wierzchu i suchego patyczka:)



do bułek z budyniem: śmietankowy budyń ugotowany w mniejszej ilości mleka, niż podane jest na opakowaniu.


Drugą część ciasta rozwałkowałam, posmarowałam budyniem i zawinęłam jak bułki z serem, podzieliłam na mniejsze bułeczki, ułożyłam na blaszce, odstawiłam do lekkiego podrośnięcia, posmarowałam rozbełtanym jajkiem. Piekłam ok 30 minut w 180 stopniach.
Jak lekko przestygły,  polałam lukrem, z cukru pudru zmieszanego z odrobiną wody.


Bułeczek wyszło 11. Znikają z prędkością światła. :)

I tak póki ta wiosna nie przyjdzie jakoś trzeba sobie ten czas osłodzić :) 


 Dziękuję, że do mnie zaglądacie
życzę nam wszystkim,
żeby wiosna przyszła jak najszybciej
i słońca dużo każdego dnia życzę
Monika




czwartek, 14 marca 2013

A może....



Przychodzą czasem takie dni....
Nie lubię ich...
Przychodzą jak chmury na niebie w słoneczny dzień...i zmieniają świat dookoła...
I niby wszystko takie samo, a widzi się inaczej....


A może to przesilenie wiosenne....zimowe.... jesienne....
A może źle spałam i to dlatego....
A może za długo spałam....a może za krótko...
A może zbyt optymistycznie patrzyłam...i muszę dostać po nosie...
A może zbyt pesymistycznie i nie mam siły tego dźwigać...
A może zbyt w siebie uwierzyłam...
A może powinnam w siebie uwierzyć mocniej...
A może tęsknię za przyjaciółmi, którzy daleko...
A może znudziło mi się miejsce, w którym jestem...
A może mam za mało zajęć...
A może za dużo....
A może powinnam siedzieć cicho i  nie narzekać...
A może właśnie powinnam zacząć krzyczeć głośno...
A może wsiąść do samochodu, włączyć muzykę głośno i jechać przed siebie....
A może to dlatego, że mi ciasto wczoraj nie wyszło, a myślałam, że już każde będzie genialne...
A może dlatego, że słońca dziś nie ma...
A może dlatego, że pada deszcz...
A może ktoś coś złego  mi powiedział...
A może się za długo nie odzywa...

Trzeba przeczekać...wiem to, i wiem, że może już jutro, albo za dwa dni...i znów będę miała chęć na wszystko i znów będę dumna z siebie i do przodu będę gnać...i czy słońce zaświeci, czy też nie...czy się wyśpię, czy budzić się będę co chwila...otworzę oczy rano i będzie dobrze...
I herbata będzie inaczej smakowała...i uśmiechać się będę do myśli swoich i do ludzi na ulicy...i czy ciasto wyjdzie czy nie to i tak je zjemy, albo upiekę następne...
I czy będzie padać czy też nie, pójdę z psem na długi spacer...i nie będzie mi przeszkadzało, że błota naniesie do domu i podłogę zmyć trzeba kolejny raz...
Bo takie dni też muszą być....żeby sobie zdać sprawę z tych drobnych przyjemności w tej dobrej chwili...
i czas na zadumę mieć i się denerwować bez powodu...
Żeby innym razem nie przejmować się zbyt...
I żeby docenić to co dobre się wydarzy następnym razem...
Ale niech tych dni za dużo nie będzie...bo jednak wolę te uśmiechnięte...te z radością z byle powodu...
Z chęcią do zrobienia wszystkiego i niczego....

A ta piosenka mi w uszach dziś grała cały dzień...lubię ją, gdy w samochodzie głośno gra...



Pozdrawiam...
i dobrych dni życzę
Monika


niedziela, 10 marca 2013

Sernik z oreo i ...świętowanie :)

To był miły weekend...spokojny, pełen miłych chwil, gestów, uśmiechów, radości i słodkości...
Świętowania czas rozpoczął się w piątek, a kończy dziś spokojnym wieczorom...
I dni były jakby dłuższe...i czas wolno sobie płynął...
I lubię taki czas, gdy nikt nigdzie się nie śpieszy, gdy czas nas nie goni nigdzie....
I spotkania z przyjaciółmi lubię....


SKŁADNIKI:
spód:
  • 8 ciastek owsianych
  • ok 50 g masła
masa:
  • 3 jajka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • 500 g sera białego półtłustego
  • 250 g serka mascarpone
  • 3 łyżki masła roztopionego
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • paczka ciastek oreo drobno pokrojonych
i dodatkowo pół paczki ciastek oreo do dekoracji.




Masło roztopiłam i dodałam do niego drobno pokruszone ciastka owsiane. Powstałą masa wylepiłam spód tortownicy.
Jajka utarłam z cukrem  i cukrem waniliowym na puch, do tego  powoli dokładałam sery, mąkę i masło. Do tej masy dodałam pokrojone ciastka oreo, delikatnie wymieszałam, wylałam masę na spód ciasteczkowy. Dodatkowo ozdobiłam pojedynczymi krążkami oreo i piekłam ok 50 minut w 180 stopniach.



I kwiatki piękne były i obrazek własnoręcznie przez córkę malowany....





A jutro nowy dzień, nowy tydzień zaczyna.....nowe wyzwania, nowe obowiązki....
Życzę Wam spokojnego tygodnia, powiewu wiosny prawdziwej już, ze słońcem, ciepłym wiatrem...
Dziękuje za miłe komentarze pod ostatnim postem i za udział w zabawie :)

Pozdrawiam 
Monika

czwartek, 7 marca 2013

Nominowana....

Sześć miesięcy...
Pięćdziesiąt pięć postów....
Dwadzieścia osób wśród obserwatorów...
Prawie cztery i pół tysiąca wyświetleń...
Nie wiem czy to dużo czy mało...nie wiem czy to ważne....
Najważniejsze, że tu jestem....że poznałam wielu fajnych ludzi...
Że mogę dzielić się z Wami moimi smutkami i radościami....
Że odkrywam w sobie nieznane dotąd zakamarki możliwości...
a może one czekały cichutko, żeby znaleźć odpowiedni bodziec do działania...
Cieszy mnie bardzo każdy komentarz, który zostawiacie pod moim postem...
Cieszy mnie też jak nie zostawiacie, ale zaglądacie :)
Dziękuję, że jesteście....

Od pewnej miłej Kasi dostałam nominację :)

Jest to promocja blogów mało znanych, które maja mała liczbę obserwatorów, dla tych którzy rozpoczynają swoja "blogerską" przygodę :)
Nominację dostałam od Kasi z bloga Z krainy deszczowców .
....."za wrażliwość i ciepło jakie biją z tego blogu"....tak napisała Kasia...Dziękuje Ci bardzo Kasiu :)

A takie są zasady:

• po otrzymaniu nominacji odkrywamy 11 przypadkowych acz interesujących faktów o swojej osobie,
• odpowiadamy na 11 pytań od osoby, która nas nominowała,
• nominujemy kolejne 11 blogów z poniżej 200 “followersów” (oprócz blogu, który nas nominował),
• zadajemy im 11 pytań.

11 faktów, mam nadzieję, interesujących :):
 1. Dzień zaczynam od filiżanki czarnej, "fusiastej" kawy ...chyba jestem od niej uzależniona :)
 2. Uwielbiam prowadzić samochód :)
 3. Kocham słońce :)
 4. Nie lubię czarnej herbaty...ale zieloną, czerwoną, rooibos, owocowe...uwielbiam i mam ich całą szafkę :)
 5. Uwielbiam gorzką czekoladę, najlepiej z chilli :)
 6. Nie lubię nosić szpilek :)
 7. Uwielbiam grać w scrabble :)
 8. Nie lubię kłamczuchów i pozorantów :)
 9. Lubię słuchać głośno muzyki w samochodzie :)
10.Uwielbiam lawendę w ogródku, ale nie lubię jej zapachu w kosmetykach :)
11.Mam mnóstwo marzeń i pomysłów, powoli je realizuję....

A to odpowiedzi na pytania Kasi:

1. Co Was skłoniło do pisania tego blogu? aktualnie nie pracuję i potrzebowałam jakiegoś zajęcia, żeby nie zwariować :) w sumie to myślałam, że nic z tego nie będzie, że parę wpisów i usunę...ale mnie wciągnęło i zostałam...
2. Czy to co robicie sprawia Wam satysfakcję? jeśli chodzi o pisanie bloga, to tak :)
3. Chodzicie szybko czy wolno? szybko...kiedyś jak chodziłyśmy z koleżankami, z małymi dziećmi na spacery, to śmiały się, że ja wózek na hamulcu muszę mieć...:)
4. BlackBerry czy iPhone? ...mam Samsunga :)
5. W jakich kolorach postrzegacie świat? raczej kolorowo...nawet jak jest szaro-buro,  to jakoś sobie go próbuję "pokolorować"...
6. Co sprawia uśmiech na Waszej twarzy? każda pozytywna rzecz...promień słońca, piękny kwiat, piękny przedmiot, miłe słowo, czuły gest, szczęście moich dzieci, dawno niesłyszany przyjaciel....
7. Ulubiony środek lokomocji. samochód! absolutnie...uwielbiam...
8. Finlandia czy Nowa Zelandia? trudny wybór, ale chyba jednak Nowa Zelandia :)
9. Ulubione danie dnia?  chyba obiad, bo zazwyczaj udaje nam się zjeść go razem i cokolwiek wtedy jemy smakuje wyjątkowo :)
10.Jakbyście miały wybrać jedno miejsce na ziemi, aby tam zamieszkać, jaki byłby Wasz wybór, dlaczego? nie mam konkretnego...wszędzie mogę mieszkać, byle z najbliższymi... :)
11. Kawa z mlekiem czy bez? poranna "fusiara" musi być mała, czarna, słodka i bez mleka, a w ciągu dnia, z ekspresu zawsze z mlekiem, ale bez cukru:)


Nominuję do nagrody poniższe blogi, mam nadzieję, że włączycie się do zabawy...zaglądam do Was często i ciekawa jestem Waszych odpowiedzi...:) jeśli tylko macie ochotę, zapraszam :)

Bea 
Iga 

 Moje pytania:
 1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?
 2. Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia?
 3. Wolisz kawę czy herbatę?
 4. Jakie jest Twoje wymarzone miejsce na wakacje?
 5. Wielkanoc czy Boże Narodzenie?
 6. Wolisz leżeć w wannie czy szybki prysznic?
 7. Pies czy kot?
 8. Jesteś "skowronkiem" czy "sową"?
 9. Jak najbardziej lubisz spędzać wolny czas?
10.Twój ulubiony kolor to....
11.Ulubiony sposób na wypoczynek to....


Miłej zabawy!
Pozdrawiam
Monika

wtorek, 5 marca 2013

Pomarańczowe ciasto...z potrzeby słońca :)

Słońce...wiecznie mi go brak....wyczekuję każdego promyka jak święta jakiegoś...
Chwilowe, mam nadzieję, zawirowania w moim życiu powodują pewnie, że szukam go bardziej....
Codziennie...za oknem i w przenośni też...czasem przychodzi taki czas, że nic się nie układa...że wciąż pod górkę, że cel zbyt daleko...albo za górą na którą się wspiąć nie daję rady...
niby wiem, że to przejściowe....niby wspinam się ze zdwojoną siłą...
ale czasem nie daję rady...
ale są takie chwile, że chce mi się ...i cieszę się ogromnie jak coś się udaje i to daje mi siły do działania dalej...i wspinam się i biegnę i sięgam.....i lubię ten czas najbardziej....
i oby takich dni było jak najwięcej...dla mnie...dla Was...dla wszystkich...
Dziś rano świat za oknem ukryty był pod kołderką z mgły....nie było widać drzew, domów, parku, który niedaleko nas....i tak nieprzyjemnie od rana...i tak mrocznie....
Nie lubię takich dni...ale ...kilka godzin i niespodzianka wielka...wyszło..świeci , niebo co prawda jakieś takie szare, ale to słońce jakby pod nim...jest dobrze, jasno....
Żartowałam dziś, że jak zrobię ciasto z pomarańczami to mu się spodoba i wyjdzie....:)
i ta dam...ciasto wyszło przepiękne, przepyszne i jeszcze wygląda jakby się uśmiechało:) 
I to też jest ta pozytywna chwila....


SKŁADNIKI:
  • 4 jajka (małe były)
  • 3/4 szklanki cukru
  • skórka otarta z jednej pomarańczy
  • 1/2 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
  • 1 pomarańcza (ta co została po otarciu skorki)

Jajka utarłam z cukrem na puch, dodawałam stopniowo skórkę z pomarańczy, olej, jogurt, proszek do pieczenia i mąkę przesiana przez sito. Wszystko miksowałam razem na wolnych obrotach.
Przelałam do formy keksowej wysmarowanej masłem i posypanej bułka tartą. Na wierzch położyłam plastry pomarańczy. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika i piekłam przez 50 minut w ok. 180 stopniach.

Jest bardzo soczyste, puszyste, orzeźwiające....po prostu pyszne :)



Ponieważ ciasto zrobiłam z potrzeby chwili, a wyszło przepyszne, postanowiłam się z Wami podzielić :)
Następnym razem wezmę więcej pomarańczy na wierzch...a może nie urośnie wtedy tak pięknie? 
Jak myślicie? 
Może ktoś z Was piekł ciasto z pomarańczą na wierzchu i ma doświadczenie w tym temacie? :)

Miłego tygodnia życzę
dziękuję, ze tu zaglądacie:)
Pozdrawiam
Monika

niedziela, 3 marca 2013

"Żyj i pozwól żyć innym"....

Są takie filmy, które obejrzane raz, zostają zaliczone jako obejrzane i zapomniane, czasem nawet żal zmarnowanych godzin z takim "dziełem".
Są takie, które obejrzane wbijają w fotel, zapadają w pamięć...nie dają o sobie zapomnieć... zmuszają do myślenia i zastanowienia się nad sobą, życiem, ludźmi...


Obejrzałam ostatnio film "Służące". To adaptacja powieści Kathryn Stockett ( kolejna książka do przeczytania :) )
 Akcja rozgrywa się w Ameryce w latach 60 - tych. Opowiada o czasach w których "biali"  zatrudniali "czarnych" do pomocy w domu. Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że czarnoskóre służące prawie cały czas spędzały z dziećmi swoich pracodawców.  Dzieci te miały z nimi lepszy kontakt emocjonalny niż z własnymi matkami. To one karmiły. tuliły, wychowywały, sprzątały, przygotowywały posiłki...ale np. nie mogły korzystać z tej samej toalety.
Dzieci, które gdy podrosły, uczone były tego samego co ich mamy...służąca, to służąca... nie wolno się z nią wiązać emocjonalnie, trzeba traktować je jak wszystkie inne...



Paniusie z tzw. wyższych sfer, zakłamane same wobec siebie i wobec swoich przyjaciół. Myślące tylko o sobie, swoich potrzebach, wyglądzie i ocenie w oczach innych...
I tak wzruszająco pokazany obraz kobiet, które nie miały prawa zbyt wiele powiedzieć, nie miły prawie prawa do swojego życia...ale były wrażliwe, cierpiące, odważne i mające ogromną siłę, siłę, żeby to wszystko znosić...



Pewnego dnia jedna z takich panienek, wydawałoby się z podobnego domu do wszystkich w tej okolicy, wraca po zakończeniu studiów dziennikarskich. Trafia do lokalnej  gazety i zamierza najpierw na podstawie własnych obserwacji, a następnie przeprowadzając wywiady z coraz większą liczbą owych służących, napisać serię artykułów o przeszkadzającej jej samej, segregacji rasowej, jaka panuje dookoła.
Powoli kobiety zaprzyjaźniają się i namawiają kolejne do zwierzeń...Powstaje z tego książka...
To film, który pokazuje ludzkie zakłamanie z jednej strony i to, że na szczęście,  zawsze i wszędzie znajdzie się ktoś "inny", tu w osobie dziennikarki, która chce zmienić życie tych kobiet, które zastraszone, boja się walczyć o swoje...to jest opowieść o  kobietach, które miały odwagę sprzeciwić się i walczyć o swoją godność.
Szczerze polecam ten film, na zmianę śmiałam się i płakałam...

*******************

To były lata 60 - te ...
Wydawać by się mogło, że dziś powinno być lepiej na świecie...
Więcej tolerancji...więcej wiedzy ogólnej...większe możliwości...zwiedzania świata...poznawania ludzi...dostępu do różnych mediów...
Niestety wciąż jest w ludziach zło...brak szacunku do innych ...
Wczoraj na jednym z portali rozgorzała gorąca dyskusja, spowodowana rasistowskimi komentarzami pod zdjęciami...zdjęciami dzieci... 
I wydawać by się mogło, że jednak ludzie, którzy mają dostęp do internetu, mają dostęp do wiedzy...
Czemu w ludziach tyle złości...nienawiści...braku akceptacji innych....?
Czemu ludzie zamiast zająć się swoimi sprawami, swoim światem, wciąż zerkają na innych, komentują, wyszydzają...ciekawe czy Ci sami ludzie w rzeczywistości są idealni? 
Czemu wiecznie wszystkich krytykują? Za kolor skóry...za styl życia...za kolor w jaki inni się ubierają...jak wychowują swoje dzieci...jak mieszkają...gdzie i jak urządzają swoje mieszkanie...
Czemu w ludziach tyle goryczy?
Jesteśmy na tym Świecie przez chwilę...czemu nie może być miło i przyjemnie?
Ja rozumiem, jeśli ktoś komuś robi krzywdę...tak trzeba stanąć w obronie...
Ale jeśli ktoś żyje swoim życiem, jest szczęśliwy, nie robi krzywdy nikomu dookoła....czemu innym to przeszkadza?!
Przykre to jest...bardzo...
Zastanówmy się dwa, a może nawet trzy razy zanim naciśniemy enter z napisanym komentarzem...zanim kogoś skrytykujemy.....zanim powiemy lub napiszemy coś, co kogoś zaboli....




Miłego i spokojnego tygodnia Wam życzę
i spotykania na swej drodze dobrych ludzi
Monika