Znalazłam taki oto piękne tłumaczenie tego pysznego deseru: "tirami su" - poderwij mnie, ocknij się, przebudź się.
Takie piękne słońce dziś świeciło u nas calutki dzień, że aż się buzia sama przez cały dzień uśmiechała. Nie jest to codzienny widok tutaj, a nawet mogę stwierdzić, że bardzo rzadki, więc każda chwila ze słońcem cieszy wyjątkowo. Mroźno co prawda, a wczorajszy śnieg zamienił się w lodowiska na chodnikach i spacer z psem zamienił się tor przeszkód. Ale to nieważne...Było cudnie...
I właśnie tak wyjątkowo postanowiłam uczcić ten cudny, jasny dzień:)
Składniki:
- 500 g serka mascarpone
- 3 jajka
- 2 łyżki cukru białego, drobnego
- 2 łyżki cukru pudru
- odrobina soli
- biszkopty ( ja użyłam podłużnych)
- 1,5 szklanki naparu z kawy
- 50 ml likieru amaretto
- kakao gorzkie, do posypania po wierzchu
Utarłam żółtka z białym drobnym cukrem, na prawie bialutki puch. Połączyłam z serkiem mascarpone. Białka ubiłam na sztywną pianę, dodając najpierw odrobinę soli, następnie cukier puder. Połączyłam obie puszyste masy. W tortownicy układałam warstwami biszkopty moczone w kawie z likierem, na to warstwa kremu, znów biszkopty i warstwa kremu. Włożyłam do lodówki, przed podaniem posypałam grubą warstwą kakao.
I przy tej okazji, postanowiłam pokazać Wam ciąg dalszy mojej kolekcji aniołów. Prawie każdy ma jakąś historię... breloczek to prezent od córki:)
magnes na lodówkę od brata i jego żony:)
Puzzle, które kiedyś myślałam, żeby złożyć i oprawić w antyramę, ale jednak wole sobie czasem, wieczorem usiąść i poskładać kolejny raz.
Z kory brzozowej, kupiony w Berlinie, gdzie odwiedzałam siostrę i jej rodzinę w zeszłym roku:)
Jest też prezent od przyjaciółki....z Wieliczki, na szczęście:)
anioł stróż mojej córki - żeby jej się marzenia o byciu fotografem w Formule 1 spełniło :)
och...tak anielsko się zrobiło....
Pozdrawiam
Monika