Piękny film dający wiele do myślenia. Prawie trzy godziny przejmującej opowieści o przemijającym czasie.
Główny bohater rodzi się jako starzec i jego zegar życia toczy się w innym kierunku. Młodnieje.
To film określany jako dramat z elementami fantasy.
Piękna muzyka, charakteryzacja i teksty. Cytaty z filmu, które na długo zostają w pamięci.
Film naprawdę warty obejrzenia. Ja oglądałam go dziś kolejny raz.
Nie będę tu opisywała fabuły, bo moim zdaniem każdy powinien obejrzeć, ponieważ każdy inaczej może odebrać sens i przesłanie tego filmu.
"Najciekawsze jest to że nigdy nie jest za późno, by być kimkolwiek się
zechce. Czas nie ma znaczenia, można zacząć w dowolnym momencie. Możesz
się zmienić lub nie, nic tego nie przesądza. Twój czas możesz użytkować
albo tracić."
"Nie daj sobie niczego wmówić rób to co chcesz robić"
"Lecz tym jest życie: serią krzyżujących się zdarzeń, będącą poza jakąkolwiek kontrolą."
"Możesz jak pies wściekać się, że coś poszło źle. Zaklinać albo przeklinać los. Ale gdy koniec nadchodzi, po prostu odpuść.
"
"Nasze życie jest uzależnione od okazji. Nawet tych, których nie wykorzystujemy."
"Mam nadzieję, że uczynisz z siebie coś najlepszego. Mam nadzieję, że
zobaczysz rzeczy, które cię zaskoczą. Mam nadzieję, że poczujesz coś,
czego nigdy nie poczułaś. Mam nadzieję, że spotkasz ludzi, którzy mają
odmienne zdanie. Mam nadzieję, że będziesz dumna ze swojego życia. A
jeśli nie będziesz dumna, to mam nadzieję, że będziesz miała siłę, by
zacząć od nowa.
"
"Jest w tym coś uspokajającego, nawet dodającego otuchy, gdy wie się, że
nasi ukochani śpią w swoich łóżkach, gdzie nic nie może ich skrzywdzić."
Jeśli jeszcze nie oglądaliście tego filmu, szczerze polecam.
Są takie filmy, które obejrzane raz, zostają zaliczone jako obejrzane i zapomniane, czasem nawet żal zmarnowanych godzin z takim "dziełem".
Są takie, które obejrzane wbijają w fotel, zapadają w pamięć...nie dają o sobie zapomnieć... zmuszają do myślenia i zastanowienia się nad sobą, życiem, ludźmi...
Obejrzałam ostatnio film "Służące". To adaptacja powieści Kathryn Stockett ( kolejna książka do przeczytania :) )
Akcja rozgrywa się w Ameryce w latach 60 - tych. Opowiada o czasach w których "biali" zatrudniali "czarnych" do pomocy w domu. Paradoks całej sytuacji polegał na tym, że czarnoskóre służące prawie cały czas spędzały z dziećmi swoich pracodawców. Dzieci te miały z nimi lepszy kontakt emocjonalny niż z własnymi matkami. To one karmiły. tuliły, wychowywały, sprzątały, przygotowywały posiłki...ale np. nie mogły korzystać z tej samej toalety.
Dzieci, które gdy podrosły, uczone były tego samego co ich mamy...służąca, to służąca... nie wolno się z nią wiązać emocjonalnie, trzeba traktować je jak wszystkie inne...
Paniusie z tzw. wyższych sfer, zakłamane same wobec siebie i wobec swoich przyjaciół. Myślące tylko o sobie, swoich potrzebach, wyglądzie i ocenie w oczach innych...
I tak wzruszająco pokazany obraz kobiet, które nie miały prawa zbyt wiele powiedzieć, nie miły prawie prawa do swojego życia...ale były wrażliwe, cierpiące, odważne i mające ogromną siłę, siłę, żeby to wszystko znosić...
Pewnego dnia jedna z takich panienek, wydawałoby się z podobnego domu do wszystkich w tej okolicy, wraca po zakończeniu studiów dziennikarskich. Trafia do lokalnej gazety i zamierza najpierw na podstawie własnych obserwacji, a następnie przeprowadzając wywiady z coraz większą liczbą owych służących, napisać serię artykułów o przeszkadzającej jej samej, segregacji rasowej, jaka panuje dookoła.
Powoli kobiety zaprzyjaźniają się i namawiają kolejne do zwierzeń...Powstaje z tego książka...
To film, który pokazuje ludzkie zakłamanie z jednej strony i to, że na szczęście, zawsze i wszędzie znajdzie się ktoś "inny", tu w osobie dziennikarki, która chce zmienić życie tych kobiet, które zastraszone, boja się walczyć o swoje...to jest opowieść o kobietach, które miały odwagę sprzeciwić się i walczyć o swoją godność.
Szczerze polecam ten film, na zmianę śmiałam się i płakałam...
*******************
To były lata 60 - te ...
Wydawać by się mogło, że dziś powinno być lepiej na świecie...
Więcej tolerancji...więcej wiedzy ogólnej...większe możliwości...zwiedzania świata...poznawania ludzi...dostępu do różnych mediów...
Niestety wciąż jest w ludziach zło...brak szacunku do innych ...
Wczoraj na jednym z portali rozgorzała gorąca dyskusja, spowodowana rasistowskimi komentarzami pod zdjęciami...zdjęciami dzieci...
I wydawać by się mogło, że jednak ludzie, którzy mają dostęp do internetu, mają dostęp do wiedzy...
Czemu w ludziach tyle złości...nienawiści...braku akceptacji innych....?
Czemu ludzie zamiast zająć się swoimi sprawami, swoim światem, wciąż zerkają na innych, komentują, wyszydzają...ciekawe czy Ci sami ludzie w rzeczywistości są idealni?
Czemu wiecznie wszystkich krytykują? Za kolor skóry...za styl życia...za kolor w jaki inni się ubierają...jak wychowują swoje dzieci...jak mieszkają...gdzie i jak urządzają swoje mieszkanie...
Czemu w ludziach tyle goryczy?
Jesteśmy na tym Świecie przez chwilę...czemu nie może być miło i przyjemnie?
Ja rozumiem, jeśli ktoś komuś robi krzywdę...tak trzeba stanąć w obronie...
Ale jeśli ktoś żyje swoim życiem, jest szczęśliwy, nie robi krzywdy nikomu dookoła....czemu innym to przeszkadza?!
Przykre to jest...bardzo...
Zastanówmy się dwa, a może nawet trzy razy zanim naciśniemy enter z napisanym komentarzem...zanim kogoś skrytykujemy.....zanim powiemy lub napiszemy coś, co kogoś zaboli....
"Ostatnia miłość na Ziemi" film, który obejrzałam dziś i nie chce z głowy wyjść..
Jakże na co dzień nie doceniamy tego, co oczywiste...widzimy, czujemy, smakujemy...
Czasem w chorobie pomyślimy..."och nie czuję smaku i zapachu przez ten katar".."och nie widzę przez te załzawione oczy"...
Codziennie się czymś zachwycamy...wschody i zachody słońca...zapachu wiosny szukamy, gdy zima się kończy...zapach letniego deszczu....
W kuchni zapachów i smaków szukamy....
Oczy sycimy widokami, przedmiotami....
A jakie emocje wyzwalają w nas te zmysły...radość, smutek, miłość, nienawiść, gniew...
W filmie co prawda jest to wszystko pokazane trochę na granicy science fiction ...światu grozi zagłada, i utrata poszczególnych zmysłów poprzedzona jest niekontrolowanym wybuchem emocji...i rozprzestrzenia się jak wirus...ale te emocje i uczucia, które towarzyszą utracie każdego ze zmysłów...to daje do myślenia...
Utrata węchu poprzedzona jest wielkim smutkiem z powodu utraty kogoś lub czegoś...
Bo zapachy kojarzą nam się z konkretnym wspomnieniem...w filmie zapach cynamonu przypomina zapach babcinego fartucha...
I tak po kolei epidemia przenosi się dalej, reżyser opowiada o zapachach dźwiękiem, barwą o smaku...na tle kończącego się świata, opowiada piękną historię miłości...obrazem tym sprawia, że widz odczuwa emocje tych właśnie bohaterów...
W filmie jest wiele delikatności, aury niepewności...ale są też akcenty, które wciskają w fotel, zostają w głowie na dłużej...
Polecam film...pokazuje, jak bardzo nie zdajemy sobie sprawy z tego co jest najważniejsze w życiu...bo to po prostu jest...choć pokazuje też, jak sobie radzić z poszczególnymi problemami...
Myślę, że to film, który daje do myślenia, prowokuje do rozmowy, dyskusji...zastanowienia się nad naszym dniem...
*******
Cieszmy się tym co mamy, nie szukajmy dziury w całym....chwytajmy dzień, moment...
Składając hołd mojemu, przede wszystkim, zmysłowi smaku, sernik z karmelem przygotowałam :)
Składniki: spód:
masło ok 1/3 kostki
ok 8-10 ciastek owsianych
Roztopiłam masło i wymieszałam z pokruszonymi ciastkami, wylepiłam tym dno tortownicy.
masa:
250 g sera białego
ok 400 g karmelu w puszce
3 jajka
pół szklanki cukru
2 łyżki cukru waniliowego
2 łyżki maki ziemniaczanej
2 łyżki roztopionego, ostudzonego masła
Jajka utarłam z cukrem i cukrem waniliowym na puch. Dodałam ok 2/3 karmelu, ser przeciśnięty przez praskę, mąkę ziemniaczaną i masło. Zmiksowałam całość na gładką masę. Wylałam na ciastka. Piekłam ok 45 minut w 180 stopniach.
polewa :
pozostały karmel
3 łyżki mleka
Podgrzałam karmel z mlekiem w garnuszku, do połączenia składników i polałam ostudzone ciasto.