strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słońce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słońce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lipca 2013

Słońce daje moc :)

Tak sobie czasem myślę, że działam na baterie...słoneczne baterie :)
Bo ja lubię, gdy ...
słońce budzi swymi promieniami
dzień upalny cały
kwiaty do góry swe oblicza odwracają
dni wieczory długie i ciepłe mają...

I lubię jak powstaje coś z niczego. Choć czasem musi odczekać trochę, bo jednak artystycznie to ja uzdolniona nie jestem ;) I tak leżała sobie skrzyneczka ... po pomidorach, ale szkoda mi było jej wyrzucić, niezbyt piękna, ale widziałam oczami wyobraźni jej potencjał :)
Tak oto powstała skrzyneczka na drobiazgi w kuchni. 



Wciąż zaczarowana morzem (wiem monotematycznie, ale to lato było tak długo wyczekiwane, że będę się nim cieszyć i cieszyć, jak małe dziecko, wybaczcie), zrobiłam też  sobie morski wspomnień czar. Jak spojrzę na niego, nawet zimą, będzie przywoływał ciepłe, pachnące morzem wspomnienia. Doczepię tam jeszcze muszelki, ale póki co kombinuję jak zrobić w nich dziurki. Dwie malutkie miały dziurki, dwie pękły, przy próbie przebicia więc się wstrzymałam  :)




Powstała też słoneczna poducha. Materiał wpadł mi w ręce jakiś czas temu, zastanawiałam się co z niego uszyć. Pierwszy raz wszywałam suwak...muszę jeszcze się dużo nauczyć w kwestii szycia :)


Pozdrawiam słonecznie :)
Monika

poniedziałek, 8 lipca 2013

Lipcowo, kolorowo, słonecznie....

Lubię lato...
za ilość kwiatów dookoła,
za spacer po plaży,
za szum morza i morską bryzę,
za piasek w butach...
za kawę pitą na werandzie domku gdzieś na mazurach,
za pływanie łódką po jeziorze...
za spacer górskimi ścieżkami i podziwianie krajobrazów ze szczytów mniejszych i większych...
za wieczory w ogródku,
za grillowanie na świeżym powietrzu,
za opaleniznę na mojej skórze,
za długie dni i krótkie noce,
za ogniska i kiełbaski pieczone na kijach,
za dźwięki gitary i śpiew przy ognisku, 
za zapach skoszonej trawy,
za owoce jedzone prosto z drzewa lub krzaka,
za małe ogóreczki, jedzone na surowo, ale i jako małosolne, które uwielbiam,
a przede wszystkim, za słońce...
i chłonę je garściami, ładuję baterie i pozytywną energię zbieram na zapas...
i choć poprzednie lata były chłodne i mokre od deszczu, to teraz jest cudnie...

kilka migawek z mojego ogródka...mały, ale mój osobisty kawałek pięknej natury...jest gdzie kawę wypić, grilla przyrządzić, zjeść posiłek, rozkoszując się ciepłem :)
















Chwilo trwaj...jak najdłużej...
udanego tygodnia
i słońca życzę
Monika

wtorek, 5 marca 2013

Pomarańczowe ciasto...z potrzeby słońca :)

Słońce...wiecznie mi go brak....wyczekuję każdego promyka jak święta jakiegoś...
Chwilowe, mam nadzieję, zawirowania w moim życiu powodują pewnie, że szukam go bardziej....
Codziennie...za oknem i w przenośni też...czasem przychodzi taki czas, że nic się nie układa...że wciąż pod górkę, że cel zbyt daleko...albo za górą na którą się wspiąć nie daję rady...
niby wiem, że to przejściowe....niby wspinam się ze zdwojoną siłą...
ale czasem nie daję rady...
ale są takie chwile, że chce mi się ...i cieszę się ogromnie jak coś się udaje i to daje mi siły do działania dalej...i wspinam się i biegnę i sięgam.....i lubię ten czas najbardziej....
i oby takich dni było jak najwięcej...dla mnie...dla Was...dla wszystkich...
Dziś rano świat za oknem ukryty był pod kołderką z mgły....nie było widać drzew, domów, parku, który niedaleko nas....i tak nieprzyjemnie od rana...i tak mrocznie....
Nie lubię takich dni...ale ...kilka godzin i niespodzianka wielka...wyszło..świeci , niebo co prawda jakieś takie szare, ale to słońce jakby pod nim...jest dobrze, jasno....
Żartowałam dziś, że jak zrobię ciasto z pomarańczami to mu się spodoba i wyjdzie....:)
i ta dam...ciasto wyszło przepiękne, przepyszne i jeszcze wygląda jakby się uśmiechało:) 
I to też jest ta pozytywna chwila....


SKŁADNIKI:
  • 4 jajka (małe były)
  • 3/4 szklanki cukru
  • skórka otarta z jednej pomarańczy
  • 1/2 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki jogurtu naturalnego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 i 1/2 szklanki mąki
  • 1 pomarańcza (ta co została po otarciu skorki)

Jajka utarłam z cukrem na puch, dodawałam stopniowo skórkę z pomarańczy, olej, jogurt, proszek do pieczenia i mąkę przesiana przez sito. Wszystko miksowałam razem na wolnych obrotach.
Przelałam do formy keksowej wysmarowanej masłem i posypanej bułka tartą. Na wierzch położyłam plastry pomarańczy. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika i piekłam przez 50 minut w ok. 180 stopniach.

Jest bardzo soczyste, puszyste, orzeźwiające....po prostu pyszne :)



Ponieważ ciasto zrobiłam z potrzeby chwili, a wyszło przepyszne, postanowiłam się z Wami podzielić :)
Następnym razem wezmę więcej pomarańczy na wierzch...a może nie urośnie wtedy tak pięknie? 
Jak myślicie? 
Może ktoś z Was piekł ciasto z pomarańczą na wierzchu i ma doświadczenie w tym temacie? :)

Miłego tygodnia życzę
dziękuję, ze tu zaglądacie:)
Pozdrawiam
Monika

wtorek, 22 stycznia 2013

Tiramisu i Anioły :)

Nie wiem czemu mi się tak skojarzyło. Może dlatego, że Tiramisu to dla mnie "niebo w gębie", po prostu uwielbiam!!!
Znalazłam taki oto piękne tłumaczenie tego pysznego deseru: "tirami su" - poderwij mnie, ocknij się, przebudź się.
Takie piękne słońce dziś świeciło u nas calutki dzień, że aż się buzia sama przez cały dzień uśmiechała. Nie jest to codzienny widok tutaj, a nawet mogę stwierdzić, że bardzo rzadki, więc każda chwila ze słońcem cieszy wyjątkowo. Mroźno co prawda, a wczorajszy śnieg zamienił się w lodowiska na chodnikach i spacer z psem zamienił się tor przeszkód. Ale to nieważne...Było cudnie...
I właśnie tak wyjątkowo postanowiłam uczcić ten cudny, jasny dzień:)


Składniki:
  • 500 g serka mascarpone
  • 3 jajka
  • 2 łyżki cukru białego, drobnego
  • 2 łyżki cukru pudru
  • odrobina soli
  • biszkopty ( ja użyłam podłużnych)
  • 1,5 szklanki naparu z kawy
  • 50 ml likieru amaretto
  • kakao gorzkie, do posypania po wierzchu
Zaparzyłam kawę w miseczce. Jak ostygła trochę dolałam likier.
Utarłam żółtka z białym drobnym cukrem, na prawie bialutki puch. Połączyłam z serkiem mascarpone. Białka ubiłam na sztywną pianę, dodając najpierw odrobinę soli, następnie cukier puder. Połączyłam obie puszyste masy. W tortownicy układałam warstwami biszkopty moczone w kawie z likierem, na to warstwa kremu, znów biszkopty i warstwa kremu. Włożyłam do lodówki, przed podaniem posypałam grubą warstwą kakao.


I przy tej okazji, postanowiłam pokazać Wam ciąg dalszy mojej kolekcji aniołów. Prawie każdy ma jakąś historię...  breloczek to prezent od córki:)










magnes na lodówkę od brata i jego żony:)





Puzzle, które kiedyś myślałam, żeby złożyć i oprawić w antyramę, ale jednak wole sobie czasem, wieczorem usiąść i poskładać kolejny raz.





Z kory brzozowej, kupiony w Berlinie, gdzie odwiedzałam siostrę i jej rodzinę w zeszłym roku:)
Jest też prezent od przyjaciółki....z Wieliczki, na szczęście:)










anioł stróż mojej córki - żeby jej się marzenia o byciu fotografem w Formule 1 spełniło :)












och...tak anielsko się zrobiło....



Pozdrawiam 
Monika