niedziela, 25 listopada 2012

Małe - wielkie przyjemności



"We are the champions - my friend
And we'll keep on fighting to the end"

Każdy jest mistrzem i będzie jeśli tylko chce...jedni muszą walczyć bardziej inni mniej, ale każdy jest mistrzem w tym co uda mu się osiągnąć...
Dla każdego jest to coś innego...każdy musi zdobyć "swój szczyt", znaleźć swoje miejsce...
Jednych załamują przeciwności i trudności w osiągnięciu celu, inni walczą do końca...
Najważniejsze ( pewnie nie tylko według mnie ) jest to, żeby się otaczać osobami, które wspierają Cię w Twojej walce,którzy podadzą Ci pomocną dłoń, powiedzą choć dobre słowo...
Nie wolno się poddawać...chociaż czasem wydaje się, że to nie ma sensu...
Przecież zawsze po burzy przychodzi piękne słońce...i tego trzeba się trzymać każdego dnia...nie wolno się poddawać...bo jutro może będzie lepiej, a jeśli nie jutro to może pojutrze?....




Pozdrawiam
Monika

czwartek, 22 listopada 2012

Drożdżówki z serem.

Wreszcie trafiłam na rewelacyjny przepis na ciasto drożdżowe!!!
Wiele razy już próbowałam i zawsze był jakiś problem, albo zbyt lejące, albo nie rosło....i wreszcie go znalazłam...na blogu "Moje pasje"
Trochę oczywiście dopasowałam do tego co znalazłam u siebie w domu, ale niewiele:)


Zaczęło się od tego, że znalazłam w lodówce biały ser, i tak bardzo mi się zamarzyły drożdżówki, że nie było innego wyjścia jak się z nimi zmierzyć:)
Oto mój troszkę zmieniony dla potrzeb składników, które znalazłam w domu (bez wychodzenia do sklepu, bo oczywiście znów leje cały dzień....)
Ciasto:
  • 250 g mąki
  • 125 ml mleka (ja użyłam zwykłego, w oryginale jest kokosowe)
  • 50 g masła
  • 1 jajko
  • 3 łyżki cukru
  • 7 g drożdży suchych
 Drożdże wymieszałam z cukrem i połową mleka. Odstawiłam na 15 min, w tym czasie rozpuściłam masło, lekko przestygnięte połączyłam z resztą mleka. Przesiałam mąkę do miski dodałam masło z mlekiem i rozczyn drożdżowy, jajko i całość zagniotłam. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
W tym czasie zrobiłam masę serową:
  • 250 g sera białego 
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżki cukru z prawdziwą wanilia
  • piana ubita z białka
  
Jak ciasto wyrosło, rozwałkowałam je i rozsmarowałam na nim masę serową.

Następnie złożyłam na trzy i kroiłam na paski. Każdy pasek skręciłam. Ułożyłam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawiłam na 20 min do wyrośnięcia.

Posmarowałam z wierzchu rozmąconym jajkiem i piekłam w temperaturze ok 200 st. przez 20 minut.
Jak bułeczki rumieniły się w piecu, ja zrobiłam lukier z cukru pudru i ciepłej wody i zrumieniłam wiórki kokosowe na suchej patelni.

Po wyjęciu z pieca odstawiłam do wystygnięcia, ale jeszcze ciepłe polałam lukrem i posypałam wiórkami.
Wyszły piękne i pyszne....
Smacznego:))


Pozdrawiam
Monika

poniedziałek, 19 listopada 2012

Anioły

Przysiadło u mnie kilka...
Niektóre dostałam, kilka kupiłam...jakoś tak mam, że wypatruję je w sklepach, na targach....
Są wśród nich figurki z różnych tworzyw, wiszące, leżące, świeczki....

Podczas ostatniej wycieczki do Berlina, wypatrzyłam zapałki....
Mam ich jeszcze sporo...ale dwa mają dla mnie szczególną wartość...
Jednego dostałam od córki, sama własnoręcznie go dla mnie zrobiła...kilka lat temu:)
Jest też taki, którego dostałam od znajomych, jak wyjeżdżałam do Anglii...
Tak sobie siedzą tu i tam....




Pozdrawiam
Monika

piątek, 16 listopada 2012

Tarta budyniowa z jabłkiem.


Na poprawę nastroju...zimno, ciemno...trzeba sobie jakoś osłodzić...
no wiec...google...tarta z budyniem...pojawiło się parę wpisów, wybrałam najciekawszy....

Ciasto:
- 200 g mąki
- 50 g masła
- 50 g cukru pudru
- 2 żółtka
- 1 łyżka cukru waniliowego
- 3-4 łyżki zimnej wody
Masa budyniowa:
- 2 budynie (ja użyłam dwa śmietankowe)
- 700 ml mleka
- 3 łyżki cukru
Oraz:
- 3 równej wielkości jabłka
- cukier trzcinowy do  posypania po wierzchu

Ugotowałam budyń, odstawiłam do wystygnięcia.
Zagniotłam ciasto, wylepiłam foremkę do tarty ciastem i zapiekłam przez ok 15 min w piekarniku.
Na podpieczone ciasto wylałam budyń i ułożyłam jabłka, posypałam brązowym cukrem delikatnie.
Włożyłam do pieca na 30 min. temp ok 200 stopni.
tarta przed...
tarta po...
Było pycha, polecam i życzę smacznego:)

Pozdrawiam 
Monika

czwartek, 15 listopada 2012

Meryl Streep

Bardzo lubię tą aktorkę. Zachwycam się nią w każdym filmie, w którym gra. Pierwszy raz ujęła mnie w filmie "Sprawa Kramerów", do dziś, gdy oglądam ten film to ryczę. Ona tam, taka młodziutka, grała cudnie. Za tą rolę otrzymała swojego pierwszego Oscara.
Potem oglądałam ją w "Pożegnaniu z Afryką", "Ze śmiercią jej do twarzy", "Dom dusz", "Pokój Marvina", "Godziny", "Diabeł ubiera się u Prady", "Dzika rzeka", "Wieczór","Wątpliwość"...uwielbiam ją oglądać...

"Mamma mia!"....tak naprawdę nie przepadam za musicalami, ale to jeden z tych, do którego wracam. Uwielbiam ją w tej roli!! No i muzyka, wszystkie piosenki super dobrane. Najbardziej podoba mi się taka śmieszna anegdota na temat tego filmu. Podobno jak Pierce Brosnan dowiedział się, że ma z nią zagrać, to stwierdził, że nie interesuje go nawet scenariusz do tego filmu, ważne, że z nią:)


A dziś,  a właściwie dopiero dziś obejrzałam "Julie i Julia". I tak jakoś pomyślałam, że poświęcę jej dziś mojego posta:)
Zwłaszcza, że film jest oparty na faktach, o blogowaniu, do którego dopiero niedawno się jakoś przekonałam oraz o spełnianiu własnych marzeń, o znajdowaniu miejsca na ziemi i pasji w życiu. Polecam do obejrzenia w długie jesienno-zimowe wieczory.
Mam jeszcze kilka filmów z nią do nadrobienia...ale każdy, który oglądam jest piękny, więc na pewno nadrobię te zaległości.



Pozdrawiam
Monika

środa, 14 listopada 2012

Sprawca mojego zamyślenia:))






Zrobiłam to...:)

Zawsze się zastanawiałam, czy uda mi się to kiedyś zrobić i zrobiłam...
Biegania miałam wczoraj trochę, a raczej jeżdżenia autem w kilka miejsc, oczywiście czasem trzeba zostawić pojazd na parkingu i gdzieś dobiec...no więc jeździłam i biegałam...na koniec jeszcze do małego sklepiku na chwilkę, koło domu na szczęście...zaparkowałam, pobiegłam, kupiłam co miałam kupić...wracam do auta, a tam....kluczyk w stacyjce, a drzwi zatrzaśnięte:) Na szczęście blisko do domu więc biegiem po zapasowy kluczyk, biegiem z powrotem, bo a nóż widelec sprytny "gość" będzie przechodził i sobie moim autem odjedzie w siną dal....
Zawsze się bałam, że zatrzasnę je sobie w bagażniku, ale nie tego pilnowałam i pilnuję, ale że w stacyjce...no cóż, zrobiłam to:)

Pozdrawiam
Monika

ps. chciałam tu wrzucić piosenkę, która być może była przyczyną mojego zamyślenia, ale jeszcze nie umiem tego zrobić:)



wtorek, 13 listopada 2012

Chleb


Chciałam się z Wami podzielić moim przepisem na pyszny chlebek...
Przepis jest prościutki i wykonanie zresztą też. Jak wymieszasz składniki to samo rośnie, trzeba tylko przełożyć do foremki i upiec:)
Nie pamiętam już skąd go wzięłam, ale każdy kto go spróbuje prosi o przepis, wiec chyba jest pycha...albo biorą żeby mi przyjemność zrobić:) tak czy siak podzielę się z Wami ...
Skład ziarenek może się różnić w zależności od upodobań smakowych.

Potrzebujemy:
  • 1/2 kg mąki najlepiej razowej lub np. z otrębami
  • pół szklanki otrąb pszennych
  • 3-5 łyżek pestek słonecznika
  • 3-5 łyżek siemienia lnianego
  • pełna łyżka soli
  • pełna łyżka cukru (ja daję brązowy)
  • 1 saszetka suszonych drożdży 
  • 1/2 litra wody (ciepłej, nie za gorącej)

Mieszamy wszystkie suche składniki dodajemy ciepłą wodę, mieszamy i odstawiamy na 20-30 min, aż do podwojenia wielkości.

Następnie delikatnie przerabiamy, czyli mieszamy ciasto i przekładamy do blaszki wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą lub otrębami. Moja ma wymiary 30 x 12 cm. Odstawiamy znów na ok 20 min, powinno urosnąć do wysokości foremki. Ja posypuję na wierzchu ziarnem sezamowym albo makiem.


Nagrzewamy piekarnik do 220 stopni i wkładamy do niego nasz chlebek.
Pieczemy 50 min.
Przekładam go na bawełnianą ściereczkę i odstawiam do ostygnięcia na kratkę.
Jest pyszny, pachnący i nie mogę się nigdy doczekać, aż ostygnie:)

Smacznego:)

Pozdrawiam cieplutko
Monika

czwartek, 8 listopada 2012

Berlin.

Ostatnie migawki z naszej kilkudniowej wycieczki...
Po kilku wspaniałych dniach spędzonych w Polsce, pojechałyśmy do mojej siostry do Berlina.
W tym czasie kiedy Polskę zasypywał niespodziewany śnieg, my zwiedzaliśmy Berlin w promieniach słońca:)
Zimno było to fakt, ale to nas nie wystraszyło. Berlin jest piękny...









Przy wejściu do galerii Madame Tussauds wita wszystkich odwiedzających sama Marilyn Monroe:)

Fajnie tak sobie powspominać miłe chwile.....
Pozdrawiam
Monika

wtorek, 6 listopada 2012

Złota Polska Jesień

Wypadu do Polski ciąg dalszy :)
Pierwsze dwa dni były cudne...słońce, cieplutko...najpierw ten wypad do Kazimierza, aż nie chciało się wracać. Następnego dnia wybraliśmy się do Parku na Szczęśliwicach w Warszawie. Oprócz pięknego parku jest tam całoroczny stok narciarski, a nasz kuzyn jest tam instruktorem nauki jazdy na nartach. Oczywiście fajniej jest cieszyć się sportami zimowymi zimą, ale dobrze, że jest też inna możliwość:)


W samym parku jest pięknie, alejki do spacerowania, mnóstwo drzew, które wyglądają wyjątkowo pięknie, zwłaszcza w kolorach jesieni.



Następnego dnia pogoda nas troszkę zaskoczyła...Do godziny 14 nie widać było świata za oknem, wszystko spowite było w mlecznej mgle. Na szczęście później mgła opadła i pojechaliśmy do Łazienek Królewskich. Tam też było przepięknie. 

Co prawda nie można było podejść pod pomnik Szopena, bo renowacje i remonty, ale udało się chociaż zrobić piękne zdjęcie:)
Po kilku wspaniałych dniach spędzonych z rodziną i znajomymi pojechałyśmy do Berlina. Tam mieszka moja siostra z mężem i synkami. U nich też było super. Ale o tym następnym razem...
Dobrej nocki wszystkim życzę, dziękuję za odwiedzinki i pozdrawiam cieplutko :)
Monika