strona główna

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 lipca 2013

Lipcowo, kolorowo, słonecznie....

Lubię lato...
za ilość kwiatów dookoła,
za spacer po plaży,
za szum morza i morską bryzę,
za piasek w butach...
za kawę pitą na werandzie domku gdzieś na mazurach,
za pływanie łódką po jeziorze...
za spacer górskimi ścieżkami i podziwianie krajobrazów ze szczytów mniejszych i większych...
za wieczory w ogródku,
za grillowanie na świeżym powietrzu,
za opaleniznę na mojej skórze,
za długie dni i krótkie noce,
za ogniska i kiełbaski pieczone na kijach,
za dźwięki gitary i śpiew przy ognisku, 
za zapach skoszonej trawy,
za owoce jedzone prosto z drzewa lub krzaka,
za małe ogóreczki, jedzone na surowo, ale i jako małosolne, które uwielbiam,
a przede wszystkim, za słońce...
i chłonę je garściami, ładuję baterie i pozytywną energię zbieram na zapas...
i choć poprzednie lata były chłodne i mokre od deszczu, to teraz jest cudnie...

kilka migawek z mojego ogródka...mały, ale mój osobisty kawałek pięknej natury...jest gdzie kawę wypić, grilla przyrządzić, zjeść posiłek, rozkoszując się ciepłem :)
















Chwilo trwaj...jak najdłużej...
udanego tygodnia
i słońca życzę
Monika

środa, 19 czerwca 2013

Truskawkowy szał i...niespodzianki :)

Pamiętam jeszcze ten smak truskawek, takich co to na polu rosną, karmione słońcem i deszczem.
Pamiętam, jak łubiankami się kupowało, jadło w kubeczku z cukrem zmieszane.
Jak na wakacjach nad morzem byłam z małymi dziećmi moimi i na plaży zajadaliśmy. 
I jak do sąsiadów chodziłam wieczorami na miseczkę truskawek ze śmietaną, zajadaliśmy, grając w scrabble wieczorami.
Tu są, owszem, ale jakoś jednak inaczej smakują...hiszpańskie, marokańskie...a tylko w sezonie te tutejsze, angielskie. Choć niestety nie są karmione słońcem, bo jego tu wciąż niedostatek, rosną w szklarniach, to jednak trochę tego smaku w nich jest. Nie dociekam czym są dokarmiane, wielkie czasem jak jabłka prawie, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :)

A oto kilka moich propozycji podania:)

Podejrzane na Kwestii Smaku  tosty...pyszne...zwłaszcza ten sos, przepyszne uzupełnienie, tego prostego niby dania.



Później miała być tylko tarta z przepisu pewnej Ani... ponieważ w skład jej kremu wchodziły tylko żółtka, postanowiłam kolejny raz spróbować zrobić tort bezowy. Ku mojemu zaskoczeniu, wyszła piękna beza, więc rozpusta kilka dni temu sięgnęła zenitu :)

Tarta wyszła pyszna i tylko następnym razem muszę zrobić trochę gęstszy krem.


A te białka, dokładnie trzy, które zostały mi po zrobieniu tarty, utarłam z 3/4 szklanki cukru i jedną łyżką ostu winnego. Wyszła piękna, sztywna i błyszcząca piana. Rozsmarowałam na blaszce dwa placki i piekłam...pół godziny w ok 150 stopniach, później zmniejszyłam temperaturę i suszyłam ok 45 minut. Ponieważ troszkę zbyt mocno się przyrumieniła, wyłączyłam piekarnik i zostawiłam ją do wystygnięcia.
W międzyczasie  zrobiłam krem:
  • 1 żółtko
  • 3 łyżeczki cukru
  • 250 g serka mascarpone
  • 100 ml śmietany kremówki
Utarłam żółtko z cukrem, dodałam serek i śmietanę. Całość zmiksowałam na gładką masę. Gdy beza wystygła, posmarowałam jeden placek polową kremu, ułożyłam kawałki truskawek, przykryłam drugą bezą, rozsmarowałam pozostały krem, ułożyłam truskawki i posypałam gorzką czekolada startą na tarce.
Wyszło pysznie i szybko zniknęło...:)





 *****************


Dawno mnie tu nie było i wiele rzeczy się wydarzyło w tym czasie. Nie sposób tego ogarnąć w jednym poście :)
Jakiś czas temu pokazywałam Wam pączek amarylisa, który zdecydował się zakwitnąć  po dość długim czasie oczekiwania na jego cudny kwiat. Tak prezentował się w swej szczytowej formie ;)


Kilka dni temu przekwitł, ale długo cieszył oko swoim cudnym, wielkim kwiatem :)
A teraz mam nową niespodziankę, kaktus tak zwany, bożonarodzeniowy, potocznie nazywany grudnikiem, bo kwitnie najczęściej w grudniu właśnie...zakwitł niespodziewanie, stojąc sobie grzecznie i cichutko na parapecie w przedpokoju.


Chyba dobrze moim kwiatkom u mnie :)
Wciąż oczekuję na storczyka, który każe baaardzo długo na siebie czekać. Ale cierpliwa jestem...poczekam...może też gdzieś go schowam i zajrzę za jakiś czas ;)

Ciepłe i słoneczne dni wyciągają mnie z domu w każdą wolną chwilę. Do tego pracuję nad nowym pomysłem i czas mój naprawdę mocno ograniczony. Staram się jednak zaglądać do Was na bieżąco :) 


Pozdrawiam serdecznie,
słońca jak najwięcej życzę
i dobrych dni
Monika



niedziela, 12 maja 2013

Majowo - kolorowo - zwyczjanie :)

"Pomogło mi,
Bo szybko zapomniałam
A tych różnych dni nie chcę już...
Tracisz mój czas
Rozmieniasz go na drobne
Bo nie łączy nas teraz nic
I kilka dni, każde z nas osobno
A ja już wiem
Jak chcę żyć...
I wtedy przyszedł Maj
Zamieszał w moim sercu  ...
Przeszłość upiłam słońcem
Tylko słońcem
Całym słońcem
Tylko słońcem"

to fragmenty tekstu pewnej piosenki...ale jakoś mi tak pasują aktualnie :)


Cudny to miesiąc...z dnia na dzień coraz więcej kwiatów, codziennie nowe drzewa rozkwitają...jest pięknie...początek miesiąca był słoneczny... aktualnie jest deszczowo, ale i deszcz potrzebny, żeby wszystko kwitło...
Jadąc samochodem, zamiast na ulicę, rozglądam się na boki, co nowego dziś się rozwinęło...


I niby takie dni zwyczajne, praca, dom, obowiązki, ale jest inaczej, kolorowo...
Na imieniny dostałam moje ulubione frezje...cudnie delikatne i pachnące....


i zajadamy się truskawkami...na różne sposoby, ze śmietaną i cukrem, z sernikiem karmelowym :)



A dziś zrobiłam deser śmietanowo - serowy z truskawkami ... bardzo słodki, ale przy okazji orzeźwiający, w sam raz na deszczowy czas....:)

SKŁADNIKI:
  • 200 g serka philadelphia
  • 397 g mleka skondensowanego
  • 4 łyżki soku z cytryny
  • 150 g śmietany- double cream
  • truskawki
  • 100 g ciastek owsianych
  • 40 g masła 
Serek, mleko, sok z cytryny i śmietanę zmiksowałam do połączenia się składników. Formę na keksa wysmarowałam delikatnie oliwą i wyłożyłam folią spożywczą, wlałam połowę masy, ułożyłam pokrojone w plasterki truskawki, wylałam druga część masy. Pokruszone ciasteczka połączyłam z roztopionym masłem i ułożyłam na wierzchu. Przykryłam folią aluminiowa i włożyłam do lodówki na ok 3 godziny.
Przełożyłam na deskę, więc w efekcie ciasteczka są na spodzie :)



 ***************

Pomimo rusztowania dookoła domu, dobrałam się trochę do ogródka, ale jeszcze na sadzenie kwiatów w doniczkach poczekam chwilę :) 
Póki co odchwaściłam co nieco, trawa ścięta i czekam na mój cudny bez...zakwitnie, choć kiepsko jakoś mu to idzie, kupiłam go trzy lata temu jako maleńką zapowiedź drzewa :)

 
**************

Lubicie eksperymenty? ....gin z tonikiem,truskawkami i kostkami lodu.... pyszny :)



Pozdrawiam ciepło
życząc miłego tygodnia
i takich zwykłych, kolorowych dni.
Monika

wtorek, 9 kwietnia 2013

Wiosna i ...sernik czekoladowo - jagodowy :)

Wiosna!!!
Jest...rozkwita wszędzie....:)
zagląda z każdego ogródka... z każdego trawnika...
dlatego dziś będzie bardzo kwiatowo, zdjęciowo, kolorowo....wiosennie po prostu :)
każdej wiosny najbardziej wyczekuję na forsycje, te cudne krzewy zakwitają pięknie żółtymi kwiatami, krzew ten zrzucający liście na zimę, zielony przez większą część roku, na wiosnę wygląda tak pięknie, że chyba nie ma osoby, która na jego widok pozostaje obojętna...każda buzia się uśmiecha na jego widok :)
takie oto cudne zdjęcia córka mi wczoraj przyniosła ze spaceru  :)


Oczywiście uwielbiam wszystkie kwiaty, te wiosenne najbardziej, bo długo są wyczekiwane...przebiśniegi, krokusy, żonkile...a w tym roku, ta wiosna spóźniona, wyczekiwana w każdym chyba zakątku, cieszy jeszcze bardziej...no to proszę, bo wiem, że jeszcze nie wszędzie jest tak kolorowo ... :)






********

Zrobiłyśmy wymiankę, ona mi użyczyła zdjęcia, ja jej zrobiłam sernik...czekoladowo - jagodowy :)



SKŁADNIKI :
spód:

  • masło ok 1/3 kostki
  • ok 8-10 ciastek owsianych 
Roztopiłam masło i wymieszałam z pokruszonymi ciastkami, wylepiłam tym dno tortownicy.

masa:
  • 250 g sera białego
  • 250 g serka białego philadelphia
  • 3 jajka
  • pół szklanki cukru
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżki maki ziemniaczanej - tym razem użyłam budyń śmietankowy
  • 2 łyżki roztopionego, ostudzonego masła
  • jagody - borówki amerykańskie
Jajka utarłam z cukrem i cukrem waniliowym na puch. Dodałam ser przeciśnięty przez praskę, serek philadelphia, budyń śmietankowy i masło. Zmiksowałam całość na gładką masę. Dodałam jagody, wymieszałam delikatnie. Wylałam na ciastka. Piekłam ok 50 minut w 180 stopniach.
 
 
Sernik wyszedł pyszny, delikatny w smaku, córka zadowolona, ja też :)
Na koniec jeszcze jedno zdjęcie mojego ulubionej forsycji :)
 
 
 
Pozdrawiam wiosennie
Monika

 

sobota, 12 stycznia 2013

Kuchnia angielska - Cottage Pie

Kuchnia angielska. 
Chciałabym co jakiś czas podzielić się z Wami przepisami na tradycyjne potrawy kuchni angielskiej. Oczywiście będą trochę dostosowane do potrzeb mojej rodzinki. Jak w każdym pewnie domu jedno nie lubi tego, drugie tamtego :)
Dziś pierwsza potrawa, która jest jednocześnie kolejną ulubioną potrawą mojego syna:) ale wszyscy chętnie ją jemy, bo jest smaczna...
Cottage pie  to zapiekanka składająca się z dwóch warstw, mięso z warzywami przykryte puree ziemniaczanym, w naszej wersji na samym wierzchu jest jeszcze warstwa sera żółtego.

Generalnie są dwa rodzaje tej zapiekanki Shepard pie i Cottage pie. Różnią się rodzajem mięsa, w wersji  shepard powinna być jagnięcina, a w cottage wołowina.
 
Składniki: (nie podaję ilości składników, bo oczywiście jestem zwolenniczką gotowania "na oko" :)
  • mięso ( w naszym przypadku to mięso z indyka 2/3 z odrobiną wołowiny 1/3)
  • marchewka pokrojona w kostkę
  • groszek zielony ( mrożony)
  • cebula
  • por
  • pieczarki ( w oryginale brak)
  • pomidory w puszcze
  • przyprawy: sól, pieprz, czosnek, tymianek
  • odrobina mąki do zagęszczenia sosu
  • sos Worcestershire
  • bulion
Mięso obsmażam na patelni, gdy już jest gotowe dodaję sos: pomidory z puszki, przyprawy i mąkę miksuję blenderem, dodaję bulion i sos Worcestershire. Całość dodaję do mięsa i podgrzewam jeszcze razem, aż zgęstnieje. 
W międzyczasie na osobnej patelni podsmażam cebulę z porami i pieczarkami.
W osobnym garnuszku gotuję marchewkę z groszkiem, ale tak, żeby nie były zbyt miękkie.
Purre robię z ziemniaków ugotowanych i ugniecionych z masłem, mlekiem i odrobiną gałki muszkatołowej.
W żaroodpornym naczyniu mieszam mięso z warzywami, przykrywam warstwą ziemniaków  i wkładam do pieca na ok 20 min, posypuję serem żółtym i wkładam znów do piekarnika, aż pięknie się przyrumieni.




Hmmm jakoś tu kuchennie się trochę zrobiło na tym moim blogu... :) Ale to chyba po tej chorobie..wreszcie czuję smaki i apetyt wrócił :) 
Za oknem szaro i nie mam nawet ochoty na spacer. A na poniedziałek zapowiadają opady śniegu u nas!!!
Pewnie nie będzie to nic wielkiego, może i poprószy trochę, pewnie z deszczem....nie ma co się nastawiać...
A poszłabym na taki spacer, po skrzypiącym śniegu...żeby mróz szczypał w policzki, żeby było bialutko dookoła i zdjęcia bym piękne porobiła i oczy nacieszyła.....
Na pocieszenie trochę może zakwitł mi w końcu hiacynt ...na święta miał zakwitnąć...marniutko trochę, ale pachnie pięknie:)

Niech Wam miło upływa weekend:)
pozdrawiam
Monika