środa, 27 lutego 2013

Wspomnienia i ...pierogi :)

Pobudka o 6...i szybciutko...ogarniamy się, szybki prysznic i kawa..., ząbki, herbatka....biegniemy...
Żłobek, przedszkole...dobra, zdążę na tramwaj....jestem...osiem godzin...z powrotem, trochę inna kolejność...przedszkole, żłobek, zakupy, do domu...kolacja...kąpiele, bajka na dobranoc...przepraszam, "dziś nie poczytam Wam, dziś mamusia zmęczona, puszczę na kasecie, dobrze?" "dobrze mamo, może być, daj tylko buziaka i podaj misia, o i pieska dla brata...".
I tak codziennie...pięć dni w tygodniu....biegamy, tu i tam...
Troszkę zwolniłam, jak poszli do szkoły... w jednym budynku oboje, później na tyle duzi, żeby samodzielnie wracać....i tylko te bajki wieczorne były obowiązkowo, codziennie...później to były lektury czytane na zmianę...
Soboty były spokojniejsze....rano na zakupy, targowisko niedaleko moich rodziców...i odwiedzinki u Dziadków na kawkę, a może Babcia coś pysznego upichciła...może jakieś ciasto...
a może Dziadek  racuchy z jabłkami zrobi...pyszne były i już nigdy nie powtórzy się ten smak...
Niedziele zazwyczaj były tylko dla nas...spacer do pobliskiego parku, a tam stawy, kaczki, na rower lub rolki ... w zimę górka i na sanki...
albo do Łazienek...poszukać pawi, może ogon rozłoży któryś...takie piękne...
kiedyś z takiego wypadu z pieskiem wróciliśmy, bo giełda zwierzaków akurat była :)
i obiady czasem u Dziadków...i Siostra z Mężem i Synem, jeszcze wtedy jednym przyjeżdżała...
i zawsze wtedy Babcia coś specjalnego przygotowywała...

Tak było...
A potem spakowaliśmy trochę rzeczy, wydawało się najpotrzebniejszych i wyjechaliśmy...daleko, za daleko, żeby na te obiadki  i coś pysznego do Dziadków zajrzeć...
I tych smaków się nie da odtworzyć...przynajmniej ja nie umiem...a może nie chcę, może wolę, żeby mi te smaki dzieciństwo moje i moich dzieci przypominały...
I żebyśmy jedząc podobną potrawę, wspominać mogli...Dziadziusia i jego racuchy...albo spaghetti...pyszne robił...i Babciny barszcz ukraiński, gołąbki, sernik najpyszniejszy...i wiele innych...
Pierogi...ja nigdy nie miałam cierpliwości? czasu? chęci? nie umiem powiedzieć dlaczego nigdy nie robiłam...
Jak Babcia przyjeżdża do nas, to gotowe gołąbki przywozi dla wnusia :) (bo tu kapusty takie malutkie)
i pierogów narobi na zapas i do najedzenia się na już :)
A może do wszystkiego musimy dorosnąć? Czasami próbuję odtworzyć te smaki...oczywiście nie smakują jak tamte, ale zawsze powspominać przy jedzeniu można ....
 
I tak właśnie dziś Siostra moja, której pierogi są też przepyszne, a uszka do świątecznego barszczu jej starszy syn robi samodzielnie, namówiła mnie na zrobienie pierogów...
Mięso z rosołu miałam i w pierwszej wersji miałam krokiety robić...bo naleśniki u mnie wszyscy uwielbiamy, pod każdą postacią....no ale mnie namówiła...i dobrze...Dzięki Siostra! Wyszły pyszne :)





Przepisy, które zawierają mąkę, przekazywane są w mojej rodzinie w bardzo...dziwnej formie:)
Mama nigdy nie pozwalała nam wchodzić do kuchni, bo za mało miejsca, bo musi szybko, bo będziemy przeszkadzać...u nas jest odwrotnie...dzieciaki moje i mojej Siostry włączane są do pracy, co ciekawe, same chcą uczestniczyć, dowiedzieć się, a jak, a dlaczego...
W związku z tym, że nigdy nie lepiłam pierogów z Mamą, a tym bardziej z Siostrą, nie mam pojęcia co oznacza określenie "do wgniecenia"...a składniki na pierogi to:
  • woda gorąca
  • odrobina oleju
  • trochę soli
  • mąka do wgniecenia :)
Wzięłam więc miskę, nasypałam do niej około 2 szklanki mąki, dolałam gorącej wody wymieszałam drewnianą łyżką....dodałam olej, wymieszałam, wyłożyłam wszystko na blat i gniotłam ciasto dosypując mąki. Kiedy przestało się lepić do rąk i było sprężyste, oderwałam kawałek i rozwałkowałam na cienki placek (pozostałą cześć ciasta przykryłam miseczką, żeby ciasto nie wysychało). Wycinałam kółka szklanką, nakładałam farsz, zalepiałam pierogi i odkładałam na ściereczkę. Córka mi dzielnie pomagała.
Wrzucałyśmy małymi partiami na wrzącą osoloną wodę i wyławiałyśmy po ok 5 minutach od wypłynięcia na powierzchnię wody. Wyszło ich 50 :)
Oczywiście smaku Maminych nie przypominają absolutnie, ale dzieci moje zgodnie oświadczyły ( bez przymusu z mojej strony) że pyszne...:)
I tak sobie powspominaliśmy "stare" czasy, zajadając pierogi z mięskiem...prawie jak u Mamy...




Spokojnej nocy....
Miłego dnia 
pozdrawiam cieplutko
Monika

15 komentarzy:

  1. ja chcę pieroga!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!no daj choć jeden;)
    ja jeszcze do robienia pierogów nie dorosłam....ale do jedzenia to i owszem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alicja, częstuj się kochana:)
      ja też dłuuugo czekałam, aż się za nie zabrałam;)

      Usuń
  2. No i się cieszę, że Cię namówiłam...moje lepsze od maminych :-) A do ciasta sól...dodałaś wiem...ale nie napisałaś :-)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sól uzupełniona, dzięki, po nocy pisałam, to i zapomniałam:)
      Ale tak szczerze mówiąc, to ja Twoich chyba jeszcze nie jadłam nawet...musimy to nadrobić przy najbliższej okazji:) Buźka:)

      Usuń
    2. ja zrobię, Ty przejeżdżaj!!!

      Usuń
  3. Uwielbiam takie pierogi, też jakiś czas temu robiłam sama w wersji mięsnej i serowej na słono..Trochę trzeba się nawałkować, nawykrawać. A co do gonitwy codziennej witaj w klubie Monika mam tak samo i pewnie większość mam tak ma, ale są buziaki i przytulasy na dobranoc i na dzień dobry i w ciągu dnia więc to nam daję energię;-) A do pierogów mnie natchnęłaś muszę zrobić niedługo, Ściskam i pozdrawiam ciepło, Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja z tego klubu to się niestety wykruszyłam jakiś czas temu...dzieci już dorosłe, raczej na przytulasy na dobranoc nie ma szans;)
      A pierogi...uwielbiam, ale to dopiero moje drugie podejście do samodzielnego robienia...ale będę robić częściej....
      Pozdrawiam cieplutko, Monika:)

      Usuń
  4. pierogi dobre są na wszystko, zwłaszcza odsmażane, zjadane w towarzystwie, które bardzo jest potrzebne.:))
    zmiany?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, pierogi są dobre na wszystko....dziś będą odsmażane właśnie:)
      a jakie zmiany masz na myśli?

      Usuń
    2. :) takie delikatne troszkę:) stwierdziłam, że teraz bardziej czytelny jest...
      a wiesz, że mało osób zauważyło;), albo nie komentują:)

      Usuń
  5. Robiłam dwa razy:pierwszy ciasto było twarde, drugi rozlatywały się;(ale nie robiłam z gorącą wodą...być może tym razem by wyszły!! a uwielbiam!!!
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justyno, to moje drugie podejście;) moje pierwsze też się rozleciały;)
      Buźka:)

      Usuń
  6. U mnie było podobnie z niewielka kuchnia i pośpiechem. Od kilku lat robię pierogi i jest to jedno z moich ulubionych zajęć. Odpoczywam przy tej pracy.
    Nigdy nie robiłam jednak z mięsem. I czas to zmienić! Pewnie wkrótce.
    Ale mam ochotę na Twojego pierożkaaaaa!!!
    Pozdrowienia ciepłe ślę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...kto wie, być może to będzie i moje ulubione zajęcie...;) muszę jeszcze popracować nad tym ciastem...no i farsze różne popróbować...żeby moje dzieci kiedyś do babci na pierogi przyjeżdżały ze swoimi dziećmi:)
      Pozdrawiam cieplutko:)

      Usuń